Szukaj na tym blogu

29 czerwca 2019

Dopasowanie


Dopasowanie.
"
tylko osoba bez rąk, jest w stanie optymalnie zaprojektować interfejs komputera dla osób bez rąk "
Większość z nas widziała rysunek małpy nauczyciela, który chce oceniać chodzenie po drzewach. I uczniów rybę, żyrafę, słonia, małpkę, psa.
Tak, zgodzimy się z tym, że uczniowie są różni.
Ale zakładając, że system edukacyjny jest przemyślany i mądry zapominamy, że i nauczyciele są różni. Odwróćmy historię na rysunku i zastanówmy się, jak czuliby się różni nauczyciele, który uczyliby klasy składające się z samych słoni, samych psów, samych żyraf.
Choćby nie wiem jak zestandaryzowany byłby system oceniania, to nauczyciele zawsze będą oceniać przez filtr swojej osoby.
Odniosę się do swoich doświadczeń. Naturalnie wychwytuję w klasie uczniów buntowników, przekory, pyskujących, przewrotnych. A muszę się pilnować, aby zauważyć starania systematycznych, skrupulatnych, nieśmiałych. Oczywiście mocno to zauważam, to ich niedopasowanie do mojej osoby i staram się im ulżyć w „cierpieniach”.
Mój charakter nauczyciela wpływa na postrzeganie przeze mnie moich uczniów.
Może wpłynąć na mój system oceniania, ale nawet gdybym się bardzo pilnował i oceniał „obiektywnie” to i tak moje odruchy spowodują, że choćby zróżnicuję czas poświęcony różnym uczniom o różnym dopasowaniu do mojej osoby.
Uczeń dopasowany z nauczycielem staje się pewny siebie, buduje dumę, ale jest ogromne ryzyko, że gdy spotka wielu podobnych nauczycieli, to duma zamieni się w pychę.
Uczeń niedopasowany z lękiem przychodzi na kolejne lekcje, doświadcza paniki i istnieje ryzyko, że gdy spotka wielu niedopasowanych nauczycieli, to obniży się jego poczucie własnej wartości, pojawi się apatia, depresja, a czasami samobójstwo.
Myślimy, że system jest obiektywny i przemyślany. O, naiwności!
Sam filtr doboru do danego zawodu, powoduje że grono pracowników reprezentuje podobny filtr osobowości. Często śmiejemy się, że wszyscy taksówkarze są podobni, czy kucharze, lekarze, mechanicy, czy policjanci. To samo dotyczy nauczycieli. Działa tu bardzo silny filtr środowiskowy. Jeden jedynie słuszny, systemowy.
Idąc dalej, myślimy że system ocen i oczekiwania rozwojowe to też system obiektywny, pokazujący jakąś tam prawdę. Kolejna wielka naiwność.
Tak jak interfejs naszego komputera jest efektem konkretnego programisty, który przelał tam swoje upodobania, tak i system ocen jest interfejsem, za którym stoją konkretne osoby, konkretne charaktery osobowości, konkretne preferencje życiowe.
Tylko te preferencje są filtrem, tej jednej grupy. Filtrem, który wzmacnia jedynie tych, którzy są podobni do twórców interfejsu systemu oceniania.
Bo tylko osoba bez rąk, jest w stanie optymalnie zaprojektować interfejs komputera dla osób bez rąk.
A kim są twórcy systemu oceniania?
Są grzecznymi uczniami, nie sprawiającymi problemów w szkole, są uczniem, który wyrywa się do odpowiedzi „ja, ja, ja wiem prze pani”, są później klonami nauczycieli. Bo tylko klony się sprawdzają w reprodukcji systemu.
Klony idealnie dopasowane.
Rodzice i ich dzieci to często klony intelektualne, temperamentalne i emocjonalne.
A nie spotkaliście się z dziećmi niedopasowanymi?
Spotykam ludzi, którzy mają potomstwo „klony” i ci bronią systemu.
Spotykam się też z tymi, którym urodziło się dziecko odmienne. Ci na początku próbują formatować na znany im ich szablon. Dziecko wtedy cierpi.
Nieliczni rozumieją odmienność, nieliczni pozwalają odmienności wzrastać w niezrozumiałym dla nich kierunku.
Nieliczni rozumieją, że nie ma idealnego dopasowania.
Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

22 czerwca 2019

Duszę się.


Duszę się.
W szkole podstawowej byłem pokornym uczniem, nie wychylającym się, posłusznie wykonującym polecenia. Jednak pchało mnie do zadawania pytań i z powodu zewnętrznego, narzuconego kagańca zostawały one zepchnięte do świata wyobraźni. Zostały one w nim uwięzione na wiele lat. Pytania te nie znajdowały stosownych odpowiedzi, pytania te były ignorowane, czasami wręcz wyśmiewane.
Zdarzało się też tak, że nauczyciele w szkole nie chcąc mieć ze mną problemów zatykali mi moje usta, abym tych pytań nie artykułował. Czułem się jak osoba duszona, jak osoba której wkłada się knebel w usta, aby nie krzyczała.
Obecnie na swojej krótkiej drodze nauczyciela, wszedłem w świat edukacyjnej rzeczywistości i z rozpaczą zauważyłem, że nic się nie zmieniło od 40 lat, gdy to sam byłem uczniem.
I dzisiaj są uczniowie, którzy chcą wykrzyczeć swój świat, chcą go wyartykułować, chcą oddychać pełna piersią wyrażając siebie, są kneblowani.
Uczniowie ci, tak naprawdę bezbronne dzieci próbują wykrzyczeń swój świat, a my dorośli, nauczyciele za wszelką cenę nie chcemy pozwolić na ich krzyk. Krzyk, którego nie rozumiemy.
Nawet czasami przyduszamy je, bo nie chcemy usłyszeń nowej melodii świata przyszłości.
Krzyczymy: „NIE!, NIE!, NIE!. Nie będzie zmiany, nie będzie inaczej, mój świat jest wspaniały!”
Spotykam na swej krótkiej drodze nauczyciela bardzo uzdolnione dzieci, dla których moja, nauczyciela systemu, melodia jest obcym zgrzytem. Osobiście sprzeciwiam się roli w jaką system chce mnie wtłoczyć. System chce mi nałożyć kaganiec i obrożę z kolczatką, abym skuteczniej wkładał kneble w usta dzieci i młodzieży.
Ale, „nie ze mną te numery, Brunner”. Trafiłem do szkoły jako ktoś zupełnie inny niż 25-letni absolwent uniwersytetu. Mam za sobą bagaż doświadczeń życiowych, pracy w różnych zakładach pracy, a przede wszystkim nie zostałem skażony rzeczywistością szkolną.
Nie ma we mnie zgody na to, abym kogokolwiek kneblował, abym odbierał oddech młodym.
Mam przeogromną ochotę wspierać te młode osoby w ich własnym krzyku, krzyku melodii przyszłości, której choć nie rozumiem, wierzę że jest autentyczna, jak mój niewyrażony krzyk sprzed 40 lat.
 
Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

Pierwszy w życiu artykuł w gazecie.

Wraz w Marek Szpanowski napisaliśmy artykuł dla Wyborczej. Artykuł o średniej ocen i naszej narodowej gonitwie za świadectwem z wyróżnieniem.
Rodzą się pytania, dlaczego potrzebujemy tego wyróżnienia, komu to służy, a komu szkodzi?
Czy możemy skorzystać z wzorców innych krajów europejskich? Czy możemy ochronić przed nadmierną presją nasze dzieci i młodzież?
Coś się zmieniło w ciągu ostatnich lat i coś co było kiedyś jedynie medalem z ziemniaka, stało się ostatnio FETYSZEM polskiego systemu edukacji, za którego osiągnięcie kładzie się na szali nawet ŻYCIE własnych dzieci.

Wersja papierowa - wydanie 22 czerwca, strona 13.


link
Gazeta Wyborcza - Zabierzcie Czerwone Paski

19 czerwca 2019

Obśmianie szóstek.



Obśmianie szóstek.

Bardzo pragnę, abyśmy nabrali dystansu do ocen, aby ta ocena nami nie sterowała. Próbuję to osiągnąć różnymi metodami. Obecnie skorzystałem z prawa do bycia autonomicznym nauczycielem.

Tak naprawdę oddałem sprawiedliwości przyrodzie i wróciłem to pewnej sytuacji z przeszłości, kiedy to trafiłem na egzamin, który był zaliczany „metodą widelca”. Zalicza tyle osób, ile prac nabije się na widelec. Napisałem wtedy pracę przez kalkę i kopię przedstawiłem u szefa katedry. Ten wystawił mi za pracę 4, podczas gdy prowadzący - nie zdołał mojej pracy nabić na widelec.
Wtedy zrozumiałem, co to znaczy autonomia nauczyciela. Uczniowi, studentowi proponuje się zawsze w sytuacjach spornych egzamin komisyjny, a nigdy nie dochodzi do ocenienia sposobu wystawienia oceny.
Dlatego po latach, będąc teraz nauczycielem zastosowałem bardzo „ostry widelec” i wystawiłem absolutnie wszystkim uczniom z fizyki ocenę 6. Niezależnie od ich wiedzy, niezależnie jak często bywali na moich zajęciach.
Oczywiście uczniowie wraz z rodzicami mają prawo zaskarżyć takie oceny i przystąpić do egzaminu komisyjnego, który zweryfikuje wiedzę i być może okaże się, że będzie trzeba wystawić ocenę 3, 4, 5.
Także z niecierpliwością czekam na pierwszych odważnych.
Wystawiając wszystkim 6 chciałem pokazać, że ocena jest pomiarem, pomiarem względnym, pomiarem obarczonym błędem.
Błędem moim, błędem okoliczności, błędem samopoczucia, błędem szczęścia.
Każda ocena ma taki sam błąd pomiaru. I 1 i 6.
Więc dlaczego nie ma być po prostu milej?
Zapytacie: czy uczniowie się czegokolwiek nauczyli?
Niektórzy nauczyli się mało, inni dużo.
Ja odpowiem, że nauczyli się więcej niż gdyby zakuli, zaliczyli i zapomnieli.
Najważniejsze jest także to, że uczniowie moi wiedzą, że nie wiedzą.
Że dzięki tej 6 za darmo, nie stroszą próżnych piórek.
Z informacji zwrotnej, którą pozwoliłem sobie zasięgnąć, uzyskałem opinie, że większość lubi fizykę, że się nią zaczęło interesować, że z ciekawością patrzy na zjawiska przyrodnicze.
Więc osiągnąłem sukces, bo przecież to właśnie jest zapisane preambule podstawy programowej.
Także dziękuję wszystkim swoim uczniom za to, że byli, za to że się uczyli i że się nie uczyli.

A teraz czekam na pierwszego odważnego rodzica, który zaskarży taką ocenę.
 
Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

17 czerwca 2019

Pokochaj ocenę 2


Przestań marnować czas w liceum, pokochaj dwójkę.

Koniec szkoły średniej, czas po maturze, to czas do którego większość rodziców z niecierpliwością odlicza każdy dzień edukacji ich dziecka. To dzień katharsis. Dzień oczekiwany, dzień zdjęcia brzemienia użerania z polskim systemem edukacji. Często gdy rodzice mają dwoje lub więcej dzieci czekają jeszcze mocniej na maturę kolejnego dziecka, gdy już doświadczyli ulgi po maturze pierwszego. Szkoła jest odbierana jako gułag, w którym ich dzieci muszą odpracować jakiś niezrozumiały grzech pierworodny.
Ciekawe jest też inne spostrzeżenie. Zauważył to Marek Szczepański opisując w swoim komentarzu szkołę średnią tak: „liceum jako stratę czasu, która tylko przeszkadza w przygotowywaniu się do matur po lekcjach”.
Dlaczego szkoła przeszkadza w nauce?
Sam większość wiedzy zdobyłem wbrew szkole, a nie dzięki jej. Widać, że nie tylko ja twierdzę, że szkoła przeszkadza w nauce. Przeszkadza, choć z założenia ma pomagać w zdobywaniu nauki.
Czy musi szkoła przeszkadzać w nauce?
Jak mogłaby wyglądać szkoła, która w sposób minimalny przeszkadza w nauce, a jednocześnie zadowala władze kuratoryjne?
Chodzi mi po głowie obraz liceum, liceum minimalnego.
Liceum, które chętnie bym założył.
Czy byliby chętni na naukę w takim liceum?
W poprzednich postach już obraz takiego liceum kreśliłem, ale wydaje się że można zrobić to kolejny raz.
Zacznijmy od tego, że do rekrutacji na studia w Polsce uwzględniana jest jedynie ocena z matury. Żadna inna ocena z półrocza, żadna średnia nie jest brana pod uwagę. Jedynie ocena z matury.
A gdyby tak nie zwracać uwagi na wartość oceny 2 i taką dwójkę pokochać.
Pokochać dla potrzeb kuratorium.
Dlaczego?
Można byłoby określić w takim liceum podstawę programową ogołoconą do poziomu oceny 2. Ale musielibyśmy zaakceptować też tą ocenę. Pokochać dwójkę. Wówczas, mało się uczymy, łatwo zaliczamy i na każdym świadectwie otrzymujemy same dwójki.
I świadectwo ukończenia liceum też będzie zawierać same dwójki.
I co najważniejsze, świadectwo takie dopuszczałoby do zdania matury.
Ale nie o niski poziom nauki tu naprawę chodzi. Chodzi mi o stworzenie przestrzeni, maksymalnej przestrzeni na maksymalną naukę. Całą resztę, która przeszkadza w nauce mamy z głowy za ocenę 2, a to co chcemy na maksa na maturze, uczymy się sami, mając do dyspozycji dużo więcej czasu.
Przecież nie chcemy marnować cennego czasu młodości.
Jest wiele innych przyjemniejszych rzeczy, na które w młodości warto ten czas poświęcić.
 
Marcin Stiburki - Szkoła Minimalna

14 czerwca 2019

Leonardo

Jeżeli chcesz się dowiedzieć jaka jest twoja pasja, czy jest nią np. zaliczana na siłę dla średniej ocen chemia, kiedy to marzysz o studiach aktorskich, to zadaj sobie pytanie.

Pytanie brzmi:
„Czy byłabyś, byłbyś w stanie robić wyłącznie to do końca życia bez żadnego wynagrodzenia, mając środki na życie?”.

Takie pytanie zadaję wszystkim uczniom ze średnią 6.0.


Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

13 czerwca 2019

Czy oceny krzywdzą? Pytanie Na Śniadanie.

Jestem w szoku. W ciągu pół roku trzeci raz jestem w telewizji śniadaniowej.
Aż strach pomyśleć co będzie dalej.
Naprawdę krótko, ale próbujemy razem z Marianną Kłosińską dotrzeć z przekazem.
Że oceny to nie wszystko.

link
Pytanie Na Śniadanie - Czy oceny krzywdzą?

9 czerwca 2019

Niebieskoocy

Niebieskoocy.

Kilkukrotnie spotkałem się w ciągu tego pierwszego w moim życiu roku szkolnego jako nauczyciel, z następującą historią. Otóż nauczyciel szkoły systemowej lub szkoły alternatywnej, z zachwytem wspomina jakieś dziecko, które rewelacyjnie się rozwija, które wyrasta ponadprzeciętnie, wobec którego są obawy, że gdzie indziej, zaprzepaszczą ten wspaniały diament intelektu.
Na pierwszy plan wysuwa się jednak przywłaszczenie sobie zasług, że taki oto diament intelektu się objawił w jego właśnie szkole. Ego jest łechtane mocno, system w którym to dziecko się objawiło wynoszony na wyżyny, jako najbardziej skuteczny, bo w innej szkole zapewne ten diament by się nie objawił.
Mamy tu Niebieskookiego, który się objawił Światu.
Zapomina się w tym wszystkim o innym dziecku Brązowoocznym.
Które zmaga się z systemem, mimo wkładania wielokrotnie więcej pracy, a nie uzyskuje sukcesów, które Niebieskookiemu przychodzą z łatwością.
We wpisie o porównaniu ósmej SP i czwartej klasy średniej pokazałem, że obśmiewam swoje bycie Niebieskookim w szkole podstawowej. Byłem nim za darmo, bez pracy, wyłącznie z moich genów, które przez przypadek zsynchronizowały się z oczekiwaniami jedynie słusznych założeń systemu.
Dlatego moje osiągnięcia w szkole podstawowej są nic nie warte, a szkodziły mi napędzając moją próżność. Całe szczęście zrozumiałem to w szkole średniej i poszedłem dalej przez życie SWOJĄ indywidualną drogą.
W jednym z komentarzy pod wpisem ze świadectwami, Dominika Gawłowska napisała świetne słowa „Dzieci, którym jest łatwiej w szkole posiadają inteligencję niejako skrojoną pod system edukacji... jest ich około 10-15% populacji (czyż nie tylu mniej więcej „prymusów” jest w każdej klasie?) Reszta posiada inteligencję wymagającą innego podejścia w nauczaniu niż systemowe.”
Gdybyśmy systemowo przyznawali paski za Niebieskie oczy i przez przypadek miałbym też takie, i taki pasek bym otrzymał, to także drwiłbym z tego. I zapewne znaleźliby się tacy jak tu na grupie, którzy atakowaliby mnie za to, podkreślając swój Błękit Oczu.
Wiedza na poziomie szkoły podstawowej jest dla części populacji tak naturalna, jak dla ryby pływanie w morzu, a dla małpy skakanie po drzewach.
Po prostu zwykła przypadkowa synchronizacja założeń systemu z predyspozycjami genetycznymi.
Paski w szkole podstawowej są żałosne i nie pokazują różnorodnych talentów, których właściciele maja pecha, że ich talenty nie są systemowo oceniane.
Bo są Brązowooczni, Zielonooczni, Czarnooczni.
Niebieska barwa oczu pojawiła się wskutek mutacji, która miała miejsce ok. 10 000 lat temu.
Czy przyznamy pasek za mutację?
Wszyscy mamy prawo się rozwijać w szkole, nie tylko Niebieskoocy.
http://www.edulider.pl/edukacja/koncepcja-inteligencji-wielorakich-wedlug-howarda-gardnera

8 czerwca 2019

Perspektywa 30 lat.

Co z perspektywy 30-40 lat życia ma znaczenie?

Po lewej stronie moje świadectwo z ósmej klasy.
Po prawej stronie świadectwo z czwartej klasy technikum.
Lewa strona podsumowuje najmniej twórczy okres mojego życia. Miałki, gładki, nijaki.
Prawa pokazuje okres najbardziej twórczy, kreatywny, refleksyjny, który wpłynął na całe moje późniejsze życie.
Z lewej strony wracam ze szkoły dumny i blady z opaskowanym charakterem, nie zdając sobie sprawy jak jestem skrzywdzony.
Z prawej strony ledwo wywinąłem się z ryzyka niezdania do kolejnej klasy, ale ilość przemyśleń, refleksji, mocowania się ze światem, mocno kształtuje mój charakter.
Z perspektywy 30-40 lat wstydzę się tych pasków z podstawówki, a doświadczeń z czwartej klasy średniej nie zamieniłbym na żadne inne.

Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

4 czerwca 2019

Refleksje po odpowiedzi MEN na petycję.

Obłęd pogoni za średnią ocen i cholernym czerwonym paskiem.
Napiszmy wspólnie odpowiedź na pismo załatwiającą petycję o likwidacji średniej ocen jako czynnika klasyfikującego.
Jakie treści odpowiedzi MEN należałoby wypunktować?

Ostatnio kolejny raz zderzyłem się z patologią pogoni za średnia ocen i świadectwem z wyróżnieniem, które daje nieszczęsne 7 punktów w rekrutacji do szkoły średniej.
Według materiałów ze strony www.ore.edu.pl dotyczących nauczania fizyki w szkole podstawowej:
"Rozwiązywanie zadań rachunkowych powinno stanowić element UZUPEŁNIAJĄCY i nie dominować w procesie nauczania, uczenia się fizyki".
A w preambule programu napisano: "Rozbudzanie zainteresowania zjawiskami otaczającego świata", "Kształtowanie ciekawości poznawczej przejawiającej się formułowaniem pytań i szukaniu odpowiedzi...".
Sam w swojej szkole wystawiłem wszystkim uczniom bez wyjątku szóstki na koniec roku, niezależnie od ich wiedzy.
Ale zgłosiły się do mnie uczennice, z innej szkoły, o typowych humanistycznych zainteresowaniach, które jedynie w celu zdobycia tych cholernych siedmiu punktów w rekrutacji za świadectwo z wyróżnieniem, chciały poprawić ocenę z fizyki na 6. Na czym polegało zadanie. Oczywiście na zadaniach czysto obliczeniowych. I tak przyszła filolog i przyszły pediatra z rozpaczą prosi o pomoc w rozwiązaniu zadań o tarciu, o rzucie ukośnym, o pracy, o mocy, o grzałkach ogrzewających wodę, o kWh, o cieple właściwym, o ilości Culombów itd,
bez ani jednego zadania rozbudzającego zainteresowania zjawiskami fizycznym.
Te dwie uczennice robią to bo chcą mieć 6 z fizyki, świadectwo z wyróżnieniem i 7 punktów więcej w rekrutacji.
Czy to spowoduje, że zainteresują się fizyką?
Czy też spowoduje to, że kiedyś uwierzą w teorię spiskową chemical trails, obrzydzone do fizyki w ósmej klasie?
Czy nie lepiej w obecnej sytuacji po prostu postawić im szóstki za darmo.
A w przyszłości po prostu zlikwidować średnią ocen jako czynnik klasyfikujący.
Dlatego wczytaj się w odpowiedź na petycję i stwórzmy wspólnie pismo, które wypunktuje ministerialny bełkot.

PETYCJA DO MEN

Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna