środa, 8 stycznia 2020

MEN = konserwator zabytków

Gdy czasami oglądałem zdjęcia zamku Neuschwanstein i zastanawiałem się nad historią jego powstania, uderzała mnie jedna niepokojąca myśl. Ten zamek nigdy by nie powstał w czasach współczesnych, nawet gdybyśmy dysponowali odpowiednimi środkami.

Otóż, obecnie główną przyczyną przeszkadzającą powstaniu takiego budynku, byłby konserwator zabytków. Zamek Neuschwanstein powstał w swojej obecnej formie, dzięki dziesiątkom modernizacji i wyburzeń, bez szacunku dla dawniejszych form. Obecnie zamek jest już chroniony przez konserwatora zabytków i od tego momentu już się nie zmienia i o dziwo nam się podoba.

Drugi obszar, który mnie interesował to polska ortografia. Jako uczeń zastanawiałem się dlaczego mamy te różne znaki dla tych samych dźwięków i jako młody rewolucjonista chciałem to wszystko uprościć do jeszcze większego podobieństwa fonetycznego, jak Brunon Jasieński w „Mańifeście w sprawie ortografji fonetycznej”. Bo przyglądając się publikacjom o historii polskiej ortografii, widziałem jak mocno nasza pisownia ewoluowała. Ale tu wkracza inną instytucja, Rada Języka Polskiego, która ukróciła naturalną ewolucję języka, standaryzując go i usztywniając.

Także konserwator zabytków zamroził możliwości zmiany architektonicznej, a Rada Języka Polskiego zamroziła naturalną ewolucję języka.

Być może świat XIX i XX wieku potrzebował standaryzacji, budowania niewzruszonych wzorców poczynając od wzorca narodu, a kończąc na wzorcach komunikacji.

Tylko wszystko może byłoby fajnie, gdyby dotyczyło jednego, wspólnego państwa światowego. Wzorem Państwa Środka i cesarza Qin Shi Huang unifikującego pismo.

Ale nie jesteśmy jednym państwem, czy cesarstwem, a okopaliśmy się w swoich małych przyczółkach i tam wdrożyliśmy sztywne reguły zamrażające różne domeny naszej rzeczywistości, bardzo utrudniając wzajemne zbliżenie oraz zwykłą modyfikację.

Ten sam mechanizm standaryzacji dotyczy edukacji. Przez wieki edukacja ewoluowała jak budowla bez nadzoru konserwatora zabytków lub ewoluowała jak język przed powstaniem Rady Języka Polskiego. Edukacja ewoluując dostosowywała się do zmieniających się potrzeb świata.

I budynki się dostosowywały i język i edukacja. Były po prostu praktyczne w danej rzeczywistości. Ale ta różnorodność i elastyczność widocznie kogoś mocno przeszkadzała.

I edukacja 100 lat temu zastygła. Strażnikiem zastygnięcia jest obecnie MEN, będący odpowiednikiem konserwatora zabytków i Rady Języka Polskiego?

Cały czas mamy wrażenie, że edukacja przypomina skansen, czuć w niej zapach starości i stęchlizny, jak w zabytkach klasy zero lub archaizmach językowych.

Czy nie byłoby korzystne obecnie porzucenie krępujących nas gorsetów. Gorseciarze są jeszcze obecnie silni, ale na szczęście pokolenie młodych, to pokolenie kosmopolityczne, które ma w głębokim poważaniu standardy naszych małych przyczółków regionalnych. Kto rozmawia z młodymi ten widzi, że akcenty narodowe, lokalne ustępują tym globalnym.

Bo dzisiejszy świat to Wioska Globalna, która wykuwa nowe wspólne standardy, tak jak są wspólne dla wszystkich światowe domeny WWW.

I niedługo edukacja nie będzie polska, brazylijska, japońska, a po prostu jakaś wypadkowa światowa w sensie nie narzuconych arbitralnie, a pragmatycznych rozwiązań. Pytanie jest takie, czy będziemy chcieli ją współtworzyć, czy okopiemy się w swoim konserwatyzmie i przez kolejne dekady pielęgnować będziemy zabytek klasy zero polskiej edukacji?


Marcin Stiburski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz