Szukaj na tym blogu

30 października 2019

Magnetyczny Rezonans Jądrowy, a MATEMATYKA


"Jeśli teoria nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów"- Georg Wilhelm Friedrich Hegel

Z każdą teorią naukową, nie mylić z teorią w znaczeniu powszechnym, jest tak, że jej uwieńczeniem jest technologia. Mamy wtedy niezbite dowody, że jest tak a nie inaczej. Że nie ma żadnych czarów marów, a jedynie fakty, nie cuda, a rzeczywiste doświadczenie.

Technologia się sprzedaje, technologia działa i jest przydatna.

I tak Ogólna Teoria Względności została zamknięta w każdym naszym smartfonie, gdy włączamy nawigację. I nikt korzystając z tych faktów, że jest wstanie nawigować, nie kwestionuje wpływu masy na czasoprzestrzeń i dokładność wyliczeń pozycji satelitów nawigacyjnych.

Ale jest jedna teoria fizyczna, której fakty cały czas kwestionujemy, uparci jak bohaterowie Konopielki rżnący zborze sierpami.

Chodzi mi o fizykę kwantową.

Dzięki fizyce kwantowej powstało przepiękne urządzenie, do którego ustawiamy się w kolejkach NFZ-tu, aby zrobić sobie dokładne badanie.

Chodzi mi o Magnetyczny Rezonans Jądrowy, zwany powszechnie tomografem.

Co prawda tomografia to jedynie obrazowanie, uzyskanie obrazu przestrzennego, ale mniejsza o szczegóły. Fizyka kwantowa działa w magnetycznym rezonansie jądrowym, a my mamy dowody w postaci wyników badań pokazujących nasze ciała od środka.

Ale najciekawsze są badania tomografem naszych mózgów.

Pokazują one, które miejsca kory mózgowej są aktywne, a które nie. Pokazują co się dzieje w mózgu, kiedy układamy kostkę Rubika, kiedy czytamy książkę, kiedy wymyślamy historyjkę, kiedy rysujemy, kiedy dodajemy ½ + ½.

I to są fakty, niezbite dowody.

Badając mózg, wiemy także, że w określonym wieku pewne czynności są bardzo trudne, lub wręcz niemożliwe, a w kolejnych latach rozwojowych przychodzą nam te czynności swobodnie. Po prostu zrozumieliśmy, jak rozwija się mózg, wiemy jak dojrzewa, wiemy, dlaczego w pewnym wieku rozwojowym niektóre umiejętności są niemożliwe do wykonania, a w innych momentach rozwojowych wręcz są trywialne.

Mamy twarde dowody jak działa mózg, tak samo twarde jak działająca nawigacja w naszych smartfonach.

I…..

I mamy to za nic i te dowody lekceważymy, ignorujemy.

Mając te dowody jak rzeczywiście działa mózg w różnym wieku dzieci, upieramy się aby dalej wierzyć w teorie zwyczajowe, głoszące niby-prawdy na temat efektywnej edukacji. Upieramy się stosować jakieś tradycje, jakieś wzorce, bo tak robił ojciec, bo tak robił dziadek i żyli.

Pytanie jak żyli?

Ignorujemy fakty, a upierając się przy magicznych tradycjach, powodujemy cierpienia dzieci, gdyż uczymy je w sposób, który opiera się na domysłach, na zwyczajach, wręcz zabobonach.

A ignorujemy fakty.

Magnetyczny Rezonans Jądrowy w swoich badaniach wykorzystuje kognitywistyka i neurodydaktyka. Te dyscypliny rozwijają się bazując na faktach, a nie zabobonach. To nauka ostatnich 20 lat.

Podam tu jeden przykład, który odwróci do góry nogami całe wyobrażenie o nauce matematyki.

Otóż pewne struktury mózgu mieszczące się w płatach przedczołowych, odpowiedzialne za generowanie abstraktów jakimi są ułamki, dojrzewają po 11-12 rokiem życia. A pełną dojrzałość uzyskują około 14 roku życia.

To ja się pytam.

Dlaczego uczymy, nieskutecznie, bazując na niedojrzałych strukturach mózgu, ułamki dzieci w wieku 10 lat?

I wyprzedzę tu atak tych, którzy twierdzą, że ułamków uczą się dzieci w przedszkolu. One tam uczą się zauważać części, one widzą pół czekolady i pół czekolady. Dostrzegają całość. Ale do 12 roku życia trudno użyć im abstraktu jakim jest 3/4+5/4=8/4=2. Dlatego zauważamy wręcz regres umiejętności matematycznych w szkole podstawowej. Przecież nawet do podnoszenia ciężarów, musi dojrzeć układ kostny. To obróbki pojęć abstrakcyjnych także musi dojrzeć mózg.

Dlatego zabobonem jest, że dziecko w wieku 10 lat rozumie ułamki.

To nie jedyny zabobon.

Czas porzucić zabobony na rzecz faktów.

Wtedy okaże się, że rozkład normalny, rozkład Gaussa dla populacji pokaże, że uzdolnionych matematycznie dzieci mamy znacznie więcej. Ale pod warunkiem, że np. ułamki będziemy uczyć dopiero po 12 roku życia dziecka.

Dziś, z powodu wtłaczania wiedzy zgodnie z zaleceniami zabobonów, powodujemy, że nie jest ona przyswajana z powodu nie rozwinięcia się odpowiednich struktur mózgu. I cała taka nauka oparta o zabobony nie przynosi żadnych wyników. I mamy zamiast rozkładu Gaussa, rozkład wykładniczy.

Większość społeczeństwa nie umie totalnie matematyki.

A to nie przyczyna, że matematyka jest trudna, a jedynie że jest uczona w nieodpowiednim momencie rozwojowym.

Stop zabobonom pedagogicznym.

EDIT:
Ten wpis spina się z moim wywiadem w radio. To ten sam temat ujęty na dwa sposoby, mówiony i pisany.
Dlatego mamy obecnie problem z rocznikiem 2009, 2010. Sześciolatków poszli do szkoły i zostali przymuszeni do nauki jako 7latkowie. Ich mózgi nie były na to przygotowane.
Można owszem posłać nawet 5latkow do szkół jak to ma miejsce w Anglii, ale niezbędne jest odpowiednie przystosowanie treści do możliwości rozwojowych mózgów dzieci.

LINK do wywiadu:

Marcin Stiburski

28 października 2019

Co szkodzi w szkole?

INTRO
Zdecydowaną większość swoich wpisów ilustruję przypadkowym zdjęciem z sieci, które trochę przerabiam, aby pasowało do treści. Dzisiaj robię wyjątek.
Na zdjęciu są moje własne paznokcie. Paznokcie brzydkie, krótkie, paznokcie obgryzane.
Są w tej chwili już wiele, wiele lat zagojone, nie krwawią.
Nie jestem kobietą, więc nie maluję ich i nie przyklejam nakładek. Są jakie są.
A stały się takie w czwartej, piątej klasie szkoły podstawowej. Nie wyjmowałem wtedy swoich rąk z ust. Redukowałem w ten sposób napięcie, napięcie które generowała szkoła, a w moim przypadku głośne czytanie. Aby uciec z tego koszmarnego świata, przeniosłem się na wiele lat w świat kosmicznej fantazji, gdzie uczyłem się budować światy, uczyłem się fizyki. Dlatego nauczyłem się ją nie dzięki szkole, a wbrew niej.
Obgryzione paznokcie, samotność mocno mi nie zaszkodziły, ale teraz z doświadczenia życiowego wiem, że wiele osobom takie okoliczności szkodzą bardzo, czasami mocno za bardzo.

Co jest najbardziej SZKODLIWEGO w szkole?

Zastanawiamy się myśląc o edukacji nad kreatywnością.
Jak ją u dzieci wyzwolić, jak ją zwiększyć.
Odmieniamy kreatywność przez wszystkie możliwe przypadki.
Stosujemy do wyzwolenia kreatywności, wymyślne kreatywne techniki.
Wręcz czujemy się jak na wojnie o kreatywność, kreatywnymi metodami.

A KREATYWNOŚCI NIE DA SIĘ WYKREOWAĆ!
Ona staje się sama, gdy będą ku temu sprzyjające warunki.
Wyobraźcie siebie w przedszkolu. Pani coś opowiada i rodzą się w Was pytania.
Jak, gdzie, kiedy, skąd, po co, dlaczego?
Zadajcie je teraz.
Czy jest fajnie.
Podążacie za pytaniami.
Wysypujecie je setkami i pani w przedszkolu oddycha z ulgą, gdy przychodzą rodzice, bo to już oni będą na te setki pytań odpowiadać.
A teraz wspomnijmy swoją szkołę.
Wyobraźcie sobie siebie czekających na lekcję na której wiecie, że będzie odpytywanie przy tablicy. Siedzicie na korytarzu i wszyscy obok koledzy przeglądają ostatnią lekcję nerwowo przerzucając kartki w swych zeszytach. Czujecie gniecenie w żołądku, oczekiwanie się wydłuża, skubiecie palce, zaciskacie szczękę. Niektórzy obgryzają paznokcie. Serce wam bije mocno. Pocicie się.
Dzwonek jak pobudka ze snu. Ciśnienie rośnie. W dali widzicie zbliżającego się nauczyciela. On idzie powoli, nieśpiesznie. Chcecie wykrzyczeć głośno „kończ Waść”.
Wchodzicie do klasy, a nauczyciel powoli sprawdza obecność, a po chwili cisza.
Wodzi po dzienniku oczami szukając ofiary.
Czujecie bezdech.
Pierwsza ofiara. Czym jest energia wewnętrzna ciała? - siadaj niedostateczny.
Druga ofiara. Co to jest ciepło właściwe? - siadaj niedostateczny.
Trzecia ofiara. Opisz przemiany energii w ruchu harmonicznym? - siadaj niedostateczny.
Nauczyciel reflektuje się, że przesadził, że wystawił za dużo złych ocen. Postanawia wynagrodzić statystycznie klasę. Chce postawić trochę dobrych ocen.
Trzecia ofiara. Czy bieguny przeciwstawne się przyciągają? - siadaj bardzo dobry.
Czwarta ofiara. Czy gorące powietrze się unosi? - siadaj bardzo dobry.
Co się stało.
Jako nauczyciel wystawiłem kilka ocen.
Kogo skrzywdziłem?
Czy tylko tych którym postawiłem niedostateczny.
Którzy poczuli się zaskoczeni pytaniem.
Nie.
Skrzywdziłem także tego komu wystawiłem bardzo dobrą ocenę, za to proste pytanie.
Miał szczęście, takie się mu przytrafiło.
Ale on marzy o pasku i srebrnej tarczy jak wszyscy. Może nie zrozumieć, że to był przypadek i szczęście. Często taki ktoś zaczyna myśleć że jest lepszy, że umie więcej niż inni którzy tego szczęścia nie mieli.
Ale to nie koniec.
Co się stało obok.
Co odczuwała osoba siedząca obok osoby dostającej niedostateczny.
Ulgę, ale też wcześniej lęk, bo mogła być przecież pytana.
Krzywdzę ją także, bo jest w napięciu, bo układa już strategie na przyszłość, aby tego lęku nie doświadczać.
Ale to także nie koniec.
Co się działo obok osoby, która dostała oceną bardzo dobrą.
Pamiętajmy, że wszyscy marzymy o świadectwie z wyróżnieniem.
Tu także krzywdzę.
Tu jest Zazdrość.
Ale to też nie koniec.
Wystawiając te oceny skrzywdziłem Was w klasie.
Cała ta gra wzbudziła w Was lęk.
Tak. Byliście światkami w tym przedstawieniu rozdawania kar i nagród. Doznawaliście, pożądania, strachu, zazdrości, ulgi. A przede wszystkim czuliście lęk.
Lęk który blokuje coś bardzo ważnego. Bo lęk wyzwala trzy stany, walcz, uciekaj, zastygaj.
Walczyć w szkole nie możemy.
Uciekać ze szkoły nie możemy.
W szkole możemy ZASTYGAĆ.

Dlatego lęk w szkole blokuje kreatywność i ciekawość, którą mieliście w przedszkolu wiele lat temu.
Czas ją przywrócić.
Zlikwidować mechanizmy generujące lęk.
Opowiem wam jak to robię na swoich lekcjach.
Aby zlikwidować lęk przed sprawdzianem, zaproponowałem sprawdziany, na których uczniowie muszą ściągać, a za nieściąganie groziłem wystawieniem oceny niedostatecznej. Uczniów taka formuła szokuje. Dochodzi do sytuacji, że sprawdzian zapowiedziany za tydzień, chcą pisać nazajutrz. Pisząc ściągi się uczą, korzystając z nich jawnie, uczą się analizy danych. I porzucają lęk przed sprawdzianem.
Aby nie bać się gorszych ocen, lub utraty pozycji gdy się ma już lepsze, zacząłem stawiać wszystkim oceny bardzo dobre niezależnie od ich wiedzy. Ale jednocześnie mocno podkreślałem, żeby z tych bardzo dobrych ocen drwili. Że one nic nie znaczą w opisie ich wiedzy. Nic. Tak jak nic nie znaczy ocena niedostateczna.
Bo ocena to pomiar, a każdy pomiar jest obarczony błędem.
Błąd pomiaru to podstawowa cech naszego świata. Całego świata.
Aby zlikwidować lęk, który się kojarzy nam z występem pod tablicą, pozwoliłem uczniom grupowo występować przy tablicy, przy której prezentowali wyniki nie mi, a sobie nawzajem. Tablica przestała być dla nich miejscem tortury. I proszą teraz żeby mogli przy tej tablicy występować i strofują mnie że sam za dużo na tej tablicy piszę.
Aby zlikwidować lęk przymuszania się do sztucznej aktywności na lekcji, pozwoliłem także uczniom zmęczonym matematyką po prostu zasnąć na lekcji i wystawiłem za tą aktywność oceny celujące. Wykorzystałem przypadek, kiedy jeden z uczniów ze zmęczenia położył głowę na ławce. Zachęciłem resztę do tego samego. Wiemy przecież, że mózg pracuje także w podświadomości po aktywnej pracy świadomości. I lekcja przestała być czasem sztucznej, wymuszonej aktywności.
Nie ma dla mnie świętości. I także Wam proponuję przestać patrzeć na edukację jak na Świętego Grala. Bo edukacja to proces, to relacja, tak dynamiczna, jak na to my sami pozwolimy.
Zadziwiające, ale naprawdę tak możemy, bo mamy ogromną autonomię. Doświadczyłem kiedyś negatywnej autonomii nauczyciela, a obecnie próbuję pokazać że ta autonomia może być pozytywna dla ucznia.
Jakoś nikt mnie za te eksperymenty ze szkoły nie wyrzucił, choć cały czas o tym marzę.
Nie musimy być jak bohaterowie filmu Konopielka, którzy chcą rżnąć zboże sierpami.
Są skuteczniejsze i mniej męczące metody, jest ich wiele.
Obserwuję świat oczyma fizyka. Zafascynowany jestem Zasadą Najmniejszego Działania Hamiltona – Zasadą Wariacyjną. To prostymi słowami Zasada Lenistwa Przyrody.
Tylko lenistwo przyrody jest w stanie stworzyć płatek śniegu, tęczę, czy parabolę będącą drogą rzutu ukośnego. Ta swoboda rozwoju tworzy także piękną górską sosnę i uśmiechnięte bawiące się dziecko.

Tylko swobodny, nieskrępowany wzrost czegokolwiek, kogokolwiek doprowadza do powstania piękna.

Piękno, które potrafi naturalnie wzrastać, jest naturalną konsekwencją przyrody, leniwej przyrody.
Piękno pojawia się w działaniach dziecka, i mogło by tak być dalej,
ale niestety na scenę tego dziecka wkracza coś co zaburza motywację wewnętrzną, niszczy ciekawość i kreatywność.
Pojawia się szkoła.

W szkole pojawia się LĘK i zanika PIĘKNO.

Marcin Stiburski

23 października 2019

Woda sodowa

Dziękuję za Wasze słowa, których nigdy w życiu nie uzyskałem w tak wielkiej ilości.
Muszę jednak zadbać o siebie, aby nie uderzyła mi do głowy woda sodowa.
Uprzejmie proszę, nie mówcie już o klonowaniu mnie, gdyż wiem że podobnych, a wręcz lepszych nauczycieli ode mnie jest dużo dużo więcej. Pisze o tym Przemek Staroń w swoim ostatnim wpisie.
Odnajdźcie tych nauczycieli w Waszych szkołach, pomóżcie im wykrzyczeć głośno to czego sami się może trochę wstydzą lub mają obawy przed opinią ich kolegów w pracy.
Niech zakwitnie 1000 kwiatów. (wiem, wiem to zbyt chińskie)
Niech te przepiękne ogrody Mistrzów Stanu Nauczycielskiego zostaną pokazane całemu światu.
Pamiętajcie, bo wiele razy te słowa tu mówiłem.
Nie ja a MY!
Pamiętajcie też, że Szkoła Minimalna nie jest Szkołą Minimalną Marcina Stiburskiego.
Szkoła Minimalna jest GNU GPL!
Oddałem ją WAM na licencji GNU GPL jak to jest w systemach komputerowych LINUX.
GNU GPL:
Celem licencji GNU GPL jest przekazanie użytkownikom czterech podstawowych wolności:
  • wolność uruchamiania programu w dowolnym celu (wolność 0)
  • wolność analizowania, jak program działa i dostosowywania go do swoich potrzeb (wolność 1)
  • wolność rozpowszechniania niezmodyfikowanej kopii programu (wolność 2)
  • wolność udoskonalania programu i publicznego rozpowszechniania własnych ulepszeń, dzięki czemu może z nich skorzystać cała społeczność (wolność 3)
Tylko jeżeli program spełnia wszystkie cztery wolności jednocześnie, wówczas, według FSF, może być uznany za wolne oprogramowanie. Wystarczy, że nie spełnia dowolnej z nich, a nie może być tak kategoryzowany (jest oprogramowaniem zamkniętym).
Z racji tego, że Szkoła Minimalna się rozrasta, a je jestem jak na razie jedynym administratorem grupy, co jest już zbyt obciążające mnie w moim życiu osobistym, poszukuję 10-20 moderatorów grupy, którzy będą dbali o kulturę naszej WSPÓLNEJ dyskusji.
Posty są dodawane bez zatwierdzania, przyjmowanie do grupy także.
Ale czasami zdarzy się, że ktoś kogoś personalnie obrazi i trzeba wtedy zareagować. Albo ktoś chce reklamować coś niezwiązane z tematem grupy. Czasami także trzeba osobę nie stosującą się do zaleceń po prostu wykluczyć z grupy.
Proszę o zgłaszanie się chętnych. Mogą to być nawet moi antagoniści.
Niech żyje różnorodność wypowiedzi, byle w klimacie kultury.

Dzień Dobry TVN w rocznicę.

Niesamowite jest to że dziś jest rocznica napisania wpisu o świadectwie z paskiem, o rankingach szkół, o szkole korporacji.
Dzięki Wam, Waszej energii idea Szkoły Minimalnej nabiera ogromnej prędkości.
Kłaniam się nisko. Dziękuję.

link:
https://dziendobry.tvn.pl/a/czy-swiadectwa-z-paskiem-powinny-byc-zlikwidowane

22 października 2019

Efekt utopionych kosztów

Dlaczego są osoby, które bronią starego systemu jak niepodległości?

Dlaczego twierdzą, że system który ich gnębił, budował lęk, gloryfikują?

Proszę poczytać o zasadzie utraconych kosztów, zwanej też efektem utopionych kosztów.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_utopionych_kosztów

Jeżeli kupimy bilet do kina i film okazuje się kiepski, to większość z nas trwa do końca seansu, mimo że w domu mogłaby o wiele przyjemniej spędzić czas.

Tak robią zwolennicy starego systemu edukacji, oni siedzą cały czas na seansie, na krzywych krzesłach, w dusznej sali, z kiepską muzyką i dalej zmuszają siebie i innych do oglądania szmiry.

Oni przetrwali swoją szkołę, swój seans, jako nudny, stresujący, bezsensowny.
Oni przecież są tacy dzielni. Wytrwali. Są boscy.

I bronią teraz swoje koszty.
Bo wstyd się przyznać, że tyle czasu, tyle energii w swoim życiu zaprzepaścili.

I dzięki takim ludziom system trwa.

System trwa z powodu WSTYDU, że nie miało się odwagi inaczej.

Marcin Stiburski

20 października 2019

Pierwszy wywiad do radia.

Recepta na życie: kolejna odsłona recepty na życie, na to szkolne życie...
Gościem jest Marcin Stiburski - nauczyciel fizyki i matematyki, który stworzył koncepcję szkoły minimalnej, w której nie ma: ocen, setek kartkówek, zadań domowych, kserówek, obowiązkowych lektur i świadectwa z czerwonym paskiem. Co zatem jest w tej koncepcji? Skąd pomysł na szkołę minimalną? Jaka powinna być współczesna polska szkoła, od czego zacząć zmiany w systemie edukacji? I dlaczego warto w pracy nauczyciela na chwilę się zatrzymać i pozwolić dzieciom pospać na lekcji matematyki, a potem dać im za to spanie szóstki?

Odpowiedzi tutaj:
https://www.radiobielsko.pl/audycje/recepta-na-zycie/3049


Dostępne także na kanele YT Radio-Bielsko
https://youtu.be/9P0ao1J9lhI

19 października 2019

Kilka dni przed początkiem szalonego roku Szkoły Minimalnej

Za cztery dni minie rok jak jesteśmy razem. Tak, 23 napisałem słowa „Po ukończonej fizyce na uniwersytecie zajmowałem się przez dwadzieścia lat zagadnieniami technicznym. W tym roku poproszono mnie, abym wypełnił wakat nauczyciela fizyki w szkole podstawowej na kilka godzin w tygodniu.”

Ważniejsze odbyło się kilka dni wcześniej. Jako nauczyciel z przypadku nieporadnie poruszałem się w nowej dla mnie rzeczywistości szkolnej. Rok temu zrobiłem, pierwszy w moim życiu sprawdzian. Nie chciałem go skonstruować na zasadach typowych, czyli przyśpiewki ludowej, DANA, DANA, DANA, zadanie odpowiedź, lecz na czymś co jest mi bliskie, czyli na ciekawości.

Ciekawości, rozumienia zjawisk, ich interpretacji, dedukcji.

Niestety przeżyłem rozczarowanie. Uczniowie zostali już wcześniej sformatowani przez lata nauki szkolnej, w szablonowym podejściu do sprawdzianów. Oni mieli wykute wzory, mieli je być może na ściągach i oczekiwali zadań przyśpiewki ludowej DANA, DANA, DANA.

Zabawa w ciekawość, odkrywanie zagadkowego świata, była dla nich za trudna i nienaturalna.

Po siedmiu latach szkoły, zanikły w nich te naturalne umiejętności, które każde przedszkolne dziecko posiada naturalnie.

Patrzę na te sprawdziany w domu, za które powinienem wystawić słabe oceny i się zastanawiam, co jest źródłem problemu. Wcześniej zauważyłem, ze pragną dobrych, a wręcz najlepszych ocen, bo średnia, bo pasek, bo rodzic da nagrodę. Dlatego przekornie postanowiłem, że przegnę w drugą stronę i zawyżę znacznie oceny z tego sprawdzianu.

Oddawałem go uczniom 22 października.

Klasa oczekuje pogromu, bo przecież wiedzą jak odpowiedzieli na moje trudne pytania z CIEKAWOŚCI. Rozdaję kartki i słyszę pomruk niedowierzania. Ale utkwiła w pamięcimi jedna osoba, którą zapamiętam do końca swego życia. Gdy wyczytałem tej osoby nazwisko i podchodzę przekazać sprawdzian, widzę jak skubie skórki przy paznokciach, wykręca sobie palce, widzę także skurcz w okolicach żołądka. Tak odbieram niestety ludzi. Jestem kinestetykiem, który rozpoznaję ludzi nie po twarzach czy po imionach, a po przykurczach ich ciał i przyruchach podczas poruszania. Z tego powodu widzę niestety dużo lęku.

I gdy podchodzę do tej osoby i oddaję pracę, widzę strach. Strach przed sądem. Nie wiem czy ten sąd odbędzie się w domu, czy też jest to lęk przed odrzuceniem grupy z powodu przypisanej już wcześniej etykiety. Znam tych uczniów dopiero sześć tygodni.

Osoba zaczyna patrzeć na kartkę pracy. Milknie, sztywnieje, nie rozumie. Nie tego się spodziewała.

Mówi do mnie – „To moja pierwsza w życiu 4+ z ważnych przedmiotów w tej klasie. Czy pan sobie ze mnie robi jaja?”.

Tłumaczę, że postawiłem taką ocenę, za zaangażowanie, oraz poprawnie wykonanie jednego zadania.

Jak można się aż tak bać. Który dorosły w swoim życiu, choć raz w tygodniu przeżywa taki STRACH jak ta osoba będąca uczniem.

Myślę, o tym sprawdzianie cały wieczór, o tej osobie także. Tak naprawdę do dziś.

Nazajutrz jadąc jeszcze na polibudę rowerem układam pierwsze słowa swojego wpisu.

Piszę go w pracy, publikuję i zapominam. Wieczorem zaglądam na fejsa i oczom nie wierzę.

Średnio 1000 udostępnień co 3 godziny.

Coś się zaczęło.
Co?
Zaczął się pewien rok w moim życiu.
Najbardziej zwariowany rok w moim życiu.

Za który tak naprawdę dziękuję Wam.
Dziękuję za Wasze wsparcie.

Marcin Stiburski

18 października 2019

Petycja ONLINE i petycja dla urzędu MEN


Likwidacja Świadectwa z Wyróżnieniem
(likwidacja świadectwa z paskiem)

Prócz petycji na stronie petycjeonline
https://www.petycjeonline.com/likwidactwa_swiadectwa_z_wyroznieniem

napisałem petycję formalną, na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej.
https://www.gov.pl/web/edukacja/petycja-zlozona-13-pazdziernika-2019-r

Wasze głosy pod petycją są wspaniały pokazem, naszej siły, determinacji, ale też wiemy, że mechanizmy państwa rządzą się własnymi regułami.
Tu urzędnik nie zajmie się głosem z sieci internetowej. On potrzebuje papieru, który wpłynie do kancelarii urzędu.
Nasze głosy online mogą mieć ogromną siłę opiniotwórczą, lecz bez zainicjowania tego formalnie mogą przebrzmieć i nie wykorzystany będzie ich potencjał.
Pamiętajcie, Krok za Krokiem do Gwiazd.
Marcin Stiburski

Mucha nie siada

Mucha nie siada.

W jakimś tam filmie amerykańskim, bodajże Firma z Tomem Cruisem, ale mniejsza o to, był wątek kancelarii prawniczej, która sprzedawała WZÓR UMOWY. Nie zawierało się umowy w tej kancelarii, ale ona sprzedawała jedynie wzór. Gdy się taki wzór, szablon umowy kupiło i gdy się wstawiło w puste miejsca imię i nazwisko, nazwę instytucji, to wszelkie instytucje kontrolujące widząc ten szablon umowy, kłaniały się nisko w pas i odchodziły z kwitkiem, bo wiedziały, że nie będą w stanie do żadnego przecinka się tu doczepić. Bo rekomendacje tej kancelarii, jej fachowość była tak mocna na rynku, że jak to mówi się „mucha nie siada”.

Oczywiście taka kancelaria nie bazowała jedynie na swojej renomie, lecz na tym, że cały czas śledziła przepisy i dbała o jakość swoich produktów.

Liczba szkół w Polsce w 2018 roku uwzględniając jedynie podstawówki, licea, technika, wynosi 20976‬ jednostek.

Do czego zmierzam?

Jest takich kilka instytucji, które jak to w polskim zwyczaju, lubią się pastwić podczas kontroli nad podmiotem kontrolowanym. Znają tą mentalność wszyscy, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą. Osobiście jako informatyk, obserwowałem to przez wiele lat jak działa urząd skarbowy.

Jednak urząd skarbowy ze swymi kontrolami, rzadko zagląda do szkoły.

Tu na kontrolach króluje Kuratorium Oświaty, Sanepid, Państwowa Inspekcja Pracy oraz Straż Pożarna.

I teraz podsumowanie.

Czy znajdzie się w Polsce łasa na pieniądze KANCELARIA PRAWNICZA, która napisze WZÓR WSZYSTKICH PAPIERÓW potrzebnych w szkole, dla tych kontrolujących.

Taki wzór idealny, w którym w wyznaczonych miejscach przystawi się pieczątkę, podpisy dyrekcji i podpisy pracowników.

I……

I zamknie się to ładnie w segregatory, które równiutko będą czekać na kontrolujących.

Na dokumentach tych będzie widnieć LOGO KANCELARII PRAWNICZEJ, które skutecznie spowoduje głęboki pokłon kontrolujących i obrócenie się na pięcie i wpisanie w protokole pokontrolnym ZERO UWAG.

Szanowne kancelarie prawnicze w Polsce, szkół jest 20976 i skasujcie każdą za taki wzór, na powiedzmy 10000zł, sprzedawany hurtowo. Na 10000zł w budżecie szkoły na tak wyjątkowy produkt, dający tyle swobody oraz obniżający ciśnienie tak wielu osobom, znajdą się środki.

Kto jest chętny na napisanie WZORU PAPIERÓW SZKOLNYCH – MUCHA NIE SIADA?‬

Marcin Stiburski

16 października 2019

Street View

Informatyka inaczej.

Kilka dni temu tu na grupie pastwiłem się nad programem z informatyki, na której uczenie w szkole w końcu doczekałem się zgody od kuratorium. Jako kilkunastoletni administrator sieci podchodzę do tematu praktycznie i nie mam w głowie uczenia dzieci części składowych komputera, przeliczaniem bajtów na kilobajty, megabajty, gigabajty. Mógłbym, zafundować im naukę poleceń DOS 4.01, wspomnieć pamięci expanded i extended.

Tylko PO CO?

Mam w klasie kilkoro dzieci z wschodnich krajów. Emigrowali tu do nas, tak samo jak my emigrowaliśmy na zachód w latach osiemdziesiątych. Rodzice starają się odnaleźć spokojniejsze i dostatnie miejsce na Ziemi, a dzieci nie rozumiejąc całej tej sytuacji, rzucone w obce im środowisko, walczą by utrzymać się na powierzchni, słabo znając język polski i tęskniąc za kolegami z ich ojczyzn.

Dużo się dzieje ma mych lekcjach przypadkiem, za którym podążam, gdy dostrzegę coś co przykuje moją uważność. Jedno dziecko emigrant, siedzi i patrzy przez okno w dal, oczy zeszklone. Podchodzę i pytam. Oczywiście odpowiada - nic mi nie jest. Drążę. Tęskni za domem. Gdzie. Pada miejscowość. Wesz co – mówię – pokażę ci jak tam wrócić.

Tłumaczę, jak włączyć mapy Google, jak uruchomić Street View. Podaje nazwę miejscowości, jest trochę problemów z bukwami. Jest. Zaczynamy szukać charakterystycznego miejsca. Pokazuję żółtego ludzika i…. strzał. Trafiamy na ulicę, drogi do szkoły. Tłumaczę obsługę myszą i odsuwam się.

Jednak nie na długo, dziecko wręcz krzyczy, „to moja szkoła, zobaczy pan”.

Zaczyna iść ulicą, zaczyna wracać, wracać do domu. Widzę spoglądając ukradkiem na ekran, jak przechodzi żółtym ludzikiem kolejne ulice. Nagle zatrzymuje się i widać nerwowość. Podchodzę i widzę, że samochód Google nie przejechał przez plac zabaw którędy wiodła droga do domu.

Pomagam przeskoczyć na drugą stronę do kolejnej wstążki ulicy.

A tam, po kilkuset metrach blok, zwykły wielorodzinny blok.

Nie.

On nie był zwykły, on jest niezwykły dla tego dziecka.

Widzę łzy, które stara się powstrzymać, ale to się nie udaje. Spadają na klawiaturę na lekcji informatyki. Całą lekcję patrzy i patrzy w szary blok.

To nie koniec.

Co kolejną lekcję informatyki dziecko to włącza Street View i patrzy na ten blok.

Nie mam sumienia uczyć to dziecko rodzajów dyskietek, czy rysowania w paint.

Łzy są już mocniej maskowane, ukradkiem wycierane.

Lekcja informatyki, nauka tej techniki, nauka korzystania z sieci, jest dla tego dziecka jedyną chwilą, kiedy może popatrzeć na swój dom.

Marcin Stiburski

Potrzebni na już..... drwale

Potrzebni na już..... drwale, z dobrze naostrzonymi TOPORAMI.

Do wycięcia jest przerośnięta, zakrzaczona, splątana, zagrzybiała, robaczywa, spróchniała….

PODSTAWA PROGRAMOWA.

Zosia Grudzińska organizuje zespół osób, które krytycznie przyglądną się temu próchnu, które toporami okroimy do niezbędnego logicznego minimum.

Nazywamy to działanie "interwencją kryzysową" - przegląd treści szczegółowych z próbą wyłuskania takich, które można skreślić (ewentualnie z perspektywą scalania kilku treści szczegółowych w jedną). Zamierzamy projekt przedstawić ministrowi edukacji, który (nawet jeśli będzie ktoś inny, liczymy na ciągłość urzędu) obiecał, że jeśli mu się przedstawi przekonującą propozycję odchudzenia, przyjmie pod rozwagę.

Apelujemy do nauczycieli z grupy Szkoła Minimalna, czujący w trzewiach minimalizm swych przedmiotów, aby się do Zosia Grudzińska zgłaszali.

Brakuje nauczycieli historii i wos, polskiego, geografii i biologii.

Przyjmujemy do zespołu jedynie z dobrze naostrzonymi TOPORAMI.

Marcin Stiburski

Drzwiami w twarz.

Drzwiami w twarz.

Człowiek sobie chodzi po świecie i nagle mu się zachce napisać jakiś wpis o Świadectwie z Paskiem, o Szkole Korporacji, a później w amoku napisze o Sprawdzianie z Obowiązkiem Ściągania, czy o Szóstkach za Spanie na Lekcji.

No i masz babo placek.

Sam się prosiłem.

Język niewyparzony to i są konsekwencje.

W czwartek mam do szkoły na 9:50, a rano miałem wyciszony telefon. Wchodzę do szkoły, a tam dyrektor wita mnie w pokoju nauczycielskim słowami „gdzie pan ma koszulę?”. Jak zwykle jestem w T-shirt-cie, więc zdziwiony odpowiadam jaką koszulę.

„Co pan narobił, za chwilę do szkoły przyjedzie Telewizja POLSAT.”

No, ładny ten placek. Jest zamieszanie, jest już plotka w szkole, że ten Stiburski jest niebezpieczny.

Telewizja Polsat nie mogąc się do mnie dodzwonić, zadzwoniła do szkoły.

Całe szczęście po godzinie, dostałem wiadomość, że przesuwają wizytę w szkole na kilka dni z uwagi na zamieszanie przedwyborcze.

Ale wiedząc, że niebawem spróbują przybyć do szkoły ponownie, kupiłem sobie nowy podkoszulek, bo inne mam już sprane, a do rodziców dzieci wysłałem prośbę o zgodę na publikację wizerunku dziecka w Telewizji Polsat.

Wczoraj dowiedziałem się, że dzisiaj będą.

Ale teraz spokojny ze zgodami w ręku i nowym podkoszulkiem czekałem na przybycie telewizji do mojej szkoły.

Spędziliśmy z moimi wychowankami, na wspaniałej dynamicznej lekcji matematyki, całe 45 minut.

Panowie reporter i operator, świetnie pracowali, dbając o miłą atmosferę.

Uczniowie, mieli przeżycie jak to mówią mega, a trzem z nich nawet udało się udzielić wywiadów.

Na koniec panowie z TV porozmawiali z dyrektorem i odjechali.

Program ma być wyemitowany w sobotę lub w niedzielę ok. godziny 19.

Cały czas się zastanawiam, czy opisywać dalej te moje bulwersujące myśli, czy zachować niskie ciśnienie krwi.

Marcin Stiburski

14 października 2019

Dzień Edukacji Narodowej

Kto się edukuje?
Kto z edukacji korzysta?
Z okazji Dnia Edukacji Narodowej, życzę wszystkim uczniom, głównym adresatom tego święta, wszelkiego dobrego, dużo ciekawości, ogromnie dużo motywacji wewnętrznej, aby tą ciekawość realizować, abyście płynęli przez Swoje życie dzięki ogromnej energii FLOW.
FLOW, to stan życia, kiedy działasz, robisz wspaniałe rzeczy, a wydaje Ci się że nie pracujesz ani jednej godziny w swoim życiu.
Od 1982 roku czyli od 37 lat na mocy ustawy Karta Nauczyciela 14 października jest obchodzone jako Dzień Edukacji Narodowej. To święto nie nazywa się Dniem Nauczyciela.
To święto Edukacji.
Edukacji, która obejdzie się bez ministerstwa, bez kuratoriów, bez szkół, bez dyrekcji tych szkół, a także bez nauczycieli w tych szkołach.
Edukacja nie obejdzie się bez jednego czynnika.
Tym czynnikiem jest UCZEŃ.
Wszystkiego najlepszego Wam Uczniom z okazji Dnia Edukacji Narodowej.
Wasz nauczyciel, jedynie pomagający Wam w Waszej Edukacji.

13 października 2019

Prędkość zabija - prawda czy fałsz.

Prędkość zabija.
Poprawię się.
Nadmierna prędkość zabija.
Zgadzasz się, czy nie?

W niniejszym wpisie wygłoszę kilka peanów na temat polskiego systemu edukacji.

Niech wszyscy się dowiedzą jaki on jest naprawdę.

„Szkoły w Polsce są wspaniałe, to twórcze miejsca dla rozwoju naszych dzieci.”

„Nauczyciele w szkoła to elita narodu, kwiat inteligencji, to wybitni specjaliści dbający o rozwój naszych dzieci.”

„Ministerstwo Edukacji Narodowej to zaiste wspaniała instytucja, dbająca o odpowiedni, charakter naszych szkół, o odpowiedni dobór treści dla rozwoju naszych dzieci.”

„Szkoły nasze, te wspaniałe budynki, w których uczą się nasze dzieci, to miejsca perfekcyjnie dostosowane od potrzeb młodego człowieka, gwarantujące mu wszechstronny rozwój.”

Czy gdy to czytasz, a zajmujesz się edukacją alternatywną, kreatywną lub jesteś po prostu wspaniałym nauczycielem w zwykłej powiatowej szkole, gdy robisz to co robisz z czystego serca, to czy się oburzysz z powodu tych peanów, tych uogólnień?

Czy uznasz ze 100% pewnością, że te sformułowania są kierowane do wszystkich bez wyjątku, do każdego elementu systemu edukacyjnego?

Czy będziesz naturalnie wiedział, że nie jest to adresowane wyłącznie do osób podobnych tobie?

Czy jednak poczułeś się połechtany komplementem, który jednak nie był skierowany bezpośrednio do Ciebie, bo był uogólnieniem? Może w tym momencie nie chcesz tego zauważyć?

Uogólnienia są trudne w odbiorze, trzeba dystansu do siebie, aby je odpowiednio czytać.

Reakcja na uogólnienia bardzo dużo mówi o słuchającej ich osobie.

Pamiętaj prędkość zabija.

Obecnie lecimy w przestrzeni kosmicznej wraz z Ziemią z prędkością 30km/s i nie giniemy.

Marcin Stiburski

12 października 2019

Likwidacja Świadectwa z Wyróżnieniem

Petycja nie ma mocy prawnej, ale potrafi wznieść ideę na wyżyny.
Wspólnie możemy zakrzyknąć: ZWYCIĘŻYMY.
Cała idea Szkoły Minimalnej zaczęła się od wpisu o Świadectwie z Paskiem.
Świadectwo z Paskiem jest tłem grupy.
Likwidacja Świadectwa z Paskiem, byłaby wyłomem w murze.
Bo pogoń za oceną, związany z nią lęk ucznia jest największą zmorą szkoły.
I ta pogoń, ten lęk, blokuje coś najbardziej cennego u człowieka.
Blokowana jest CIEKAWOŚĆ.
Ciekawość, którą mamy od urodzenia, a którą gubimy gdy zaczynamy chodzić do szkoły.

Jedno pytanie:

Czy jesteś za całkowitą rezygnacją ze Świadectwa z Wyróżnieniem, oraz za rezygnacją uwzględniania takiego świadectwa w procesie rekrutacji do szkół średnich?


link do petycji:
https://www.petycjeonline.com/likwidactwa_swiadectwa_z_wyroznieniem_z_paskiem


ps.
Petycja do Ministerstwa Edukacji Narodowej:
https://www.gov.pl/web/edukacja/petycja-zlozona-26-lutego-2019-r


Treść pierwszego wpisu na Szkole Minimalnej o Świadectwie z Paskiem:

Po ukończonej fizyce na uniwersytecie zajmowałem się przez dwadzieścia lat zagadnieniami technicznym.
W tym roku poproszono mnie, abym wypełnił wakat nauczyciela fizyki w szkole podstawowej na kilka godzin w tygodniu.
Jako człowiek z zewnątrz systemu edukacyjnego, zaobserwowałem jedno, w mojej ocenie, niepokojące zjawisko, które być może umyka pedagogom, którzy latami pracują w systemie edukacji.

Uczniowie nie są zainteresowani poszczególnymi przedmiotami, a jedynie możliwymi do uzyskania dobrymi ocenami z tych przedmiotów. Nie mają w sobie ciekawości, charakterystycznej dla dzieci przedszkolnych, a jedynie ambicję uzyskania dobrej oceny i tzw. czerwonego paska. Nie interesuje ich wiedza wynikająca z ciekawości, a jedynie dobra ocena. Mają całkowicie stłumione pasje. Nie potrafią już zadawać pytań jak? gdzie? kiedy? dlaczego?

Oczywiście uczniowie realizują potrzeby swoich rodziców, a te wynikają z chłodnej kalkulacji powstałej w wyniku dostosowania zachowań do systemu edukacyjnego.

Główny problemem, na który chcę tu zwrócić uwagę jest to, że podczas kwalifikacji na kolejne progi edukacyjne, brana jest pod uwagę średnia ocen.
To powoduje, że rodzice i później uczniowie chcą mieć 6 od góry do dołu, aby uzyskać kilka punktów więcej w systemie klasyfikacji. Nie koncentrują się na 2-3 przedmiotach będących realną pasją, każdego człowieka.
Udają, że uczą się wszystkiego, udają że wszystko ich interesuje, udają, że mogą umieć bardzo dobrze wszystko.
Powstaje błędne koło reguły 3 razy Z i permanentny brak czasu na pasje tak szkolne, jak i te nieoceniane pozaszkolne.

Na koniec należy także wspomnieć o samych szkołach, które obsesyjnie walczą o pierwsze miejsca w międzyszkolnych rankingach, opartych o średnią z ocen uczniów.
O szkołach, które potrafią pozbyć się słabo ocenianego ucznia, gdyż zaniżałby on ocenę szkoły w tych rankingach.
Mamy tu obraz szkoły-korporacji, gdzie liczy się wyłącznie cyfra, a nie człowiek i jego pasja.

Mikser Humanistyczny

Mikser Humanistyczny.

Ostrzegam, że będzie dużo wątków.
Humanista ze Starożytnej Grecji.
Czy to jest obecny humanista? A kim jest ścisłowiec?

Wspomnę tu o swoich doświadczeniach miksowania. Wiem, że nie jestem odosobniony w takim podejściu. Jest wiele osób, które potrafią miksować. Ale też wiem z doświadczenia, że i dzisiaj są przedmiotowcy zafiksowani na swojej dziedzinie, którzy nie miksują, podając jedynie jeden jedyny punkt widzenia, a swoją dyscyplinę uznają za pępek świata.

Miksowanie - fizyka nie jest najważniejsza!

Lekcja fizyki siódmej klasy, tłumaczę wykresy, że coś zależy od czegoś, a gdy wspominam o dodaniu warunku jednoznaczności zaczynam mówić o funkcji, którą uczniowie poznają na matematyce dopiero w szkole średniej.

Pokazuję wzór na ciśnienie. p=F/S, mówię, że łatwiej to zapamiętać, gdy powiążą wiedzę z angielskiego pressure =force/square.

Tłumaczę częstotliwość f, znów wspominam o pomocy angielskiego frequency oraz dodaję trochę historii o niejakim HeinrichuHertz odkrywcy fal elektromagnetycznych, oraz wspominam, częstotliwości WiFi, czy stacji bazowych GSM, czy taktowanie procesorów, oraz o brzęczeniu transformatorów.

Mówię o ciśnieniu atmosferycznym, opowiadam o Pa, Blaise Pascalu, który ganiał w okolicach 1650 roku z rurką rtęci po górach. A myśmy w Rzeczpospolitej mieli Potop Szwedzki. Przy okazji wspominam, że Rzeczpospolita to nie Polska, a unia państw.

Jak dotykam rtęci opowiadam o jej szkodliwości, ponieważ nie wykształciliśmy mechanizmów jej usuwania z organizmu.

Gdy mówię o obserwatorze w fizyce, wspominam kognitywistykę i twierdzenie, że rzeczywistością jest tym co mój mózg myśli, że będzie na pół sekundy, na podstawie tego co się dowiedział ze zmysłów pół sekundy wcześniej. Pół sekundy to średni czas analizy bodźca i czas reakcji. I dlaczego dzieci w swoim rozwoju mają do pewnego momentu dziurawe ręce podczas łapania piłki.

Gdy mówię o równowadze, wspominam o łańcuchach mięśniowo-stawowych, który to koncept wymyśliła rysowniczka aktów, pani Godelieve Denys-Struyf i że układ tych łańcuchów wpływa na to co nas boli i jakie będziemy mieć deformacje na starość. I że stanie to nie stanie, nieupadanie.

Gdy rozmawiam o uczniowskim zapale, wspominam uczniom o Zasadzie Najmniejszego Działania Hamiltona, Zasadzie Wariacyjnej. Lenistwo jest immanentną cechą wszystkiego we Wszechświecie łącznie z ludźmi i uczniami, którzy bardzo tę zasadę lubią.

Gdy mówię o oddziaływaniu, mówię o chemii, o elektronach walencyjnych. O polach, studniach potencjału. I o tym, że dla współczesnego fizyka Świat to Taniec bez Tancerzy.

Gdy mówię o mówieniu, czasami wspominam ciekawą hipotezę Sapira-Whorfa, o wpływie barwy języka na charakter mówiących nim narodów. Pokazuję, jakie emocje wywołuje skrzypiący po szybie styropian, a jakie emocje wywołuje szmer strumyka.

Gdy wspominam o koncepcji teorii naukowej,o modelu zjawiska, mówię o pojęciu, które generuje nasz umysł i o powiązaniu z lingwistyką, gdzie pojęcie zamienia się w rzeczownik i o płatach przedczołowych gdzie mieści się nasza jaźń, a później o dendrytach, aksonach i synapsach i o wpływie substancji psychoaktywnych na rzeczywistość obserwatora.

Z ciśnienia, łatwo przeskakuję, na wyże i niże, na ich rotację zależną od półkuli. I dlaczego niże oddają tyle energii. Tu pojawia się woda i jej ciepło właściwe, a także to że dzięki temu, że lód jest lżejszy od wody, życie może rozwijać się w zbiornikach wodnych.

Dobra wystarczy tego miksowania.

Kim był Humanista Grecki, czy można wyróżnić u niego jedną profesję. Albo chociażby zbliżoną grupę zajęć, którymi się zajmował?

To praktycznie niemożliwe.

Humanista w pierwotnym jego znaczeniu zajmował się WSZYSTKIM.

Był CIEKAWY WSZYSTKIEGO.

Często zajmował się matematyką, astronomią, literaturą, teatrem, medycyną, architekturą, socjologią. Czasami trudno wymienić ówczesną dziedzinę, którą się nie zajmował. Można byłoby wymieniać wiele pozycji skrajnie się różniących.

Byli to ludzie ciekawi wszystkiego. Nie zatracili naturalnej ciekawości, którą posiada każde dziecko. A którą zabija niestety szkoła.

Ci Humaniści zadawali pytania, tak jak to robią dzieci. Kto? Co? Jak? Gdzie? Kiedy? Skąd? Dokąd? Po co? Dlaczego? Ile? Czego? Z czego?

Nie mieli hamulców drążyć dowolnego tematu.

A dziś?

Kim jest osoba nazywająca się humanistą?

Czy nie chełpi się z reguły tym, że nie umie matematyki, czy nie szczyci się że nie rozumie fizyki?

Gdzie tu Humanistyczne stawianie pytań?

Coś się w naszej historii rozminęło.

Zgubiliśmy CIEKAWOŚĆ.

Czyżby zgubiliśmy ją w szkole?

Bo nie dość, że zgubiliśmy ciekawość, to jeszcze przeszkadzamy naszemu mózgowi efektywnie zapamiętywać informacje, dzięki budowaniu szerszych, rozleglejszych połączeń w korze.

Bo mózg, zapamiętuje efektywnie wtedy, gdy może do czegoś nową wiedzę przyczepić.

A gdy wiedza wcześniejsza jest różnorodna, to zrobi to zdecydowanie sprawniej i szybciej.

Jaki wniosek z tego?

Przedmioty w szkole to ZŁO.

Niszczą ciekawość, niszczą skuteczność zapamiętywania, niszczą HUMANIZM, oczywiście ten Grecki, a nie ten obecny pisany małą literą.

Nauczanie zintegrowane powinno być co najmniej w całej szkole podstawowej.

Krzywdzimy dzieci, każąc im zadawać oddzielne pytania, a oddzielnych przedmiotach.

W szkole powinien być jeden przedmiot.

CIEKAWOŚĆ.

Marcin Stiburski

10 października 2019

Sprawdzian ze ściągania VER. 2.0


Kilka miesięcy temu opisałem sprawdzian z obowiązkiem ściągania. Oczywiście w bieżącym roku szkolnym powróciłem do tego pomysłu.
W myśl TSR Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach, zasada nr jeden, Jeżeli coś działa rób tego więcej.
I tym razem zaproponowałem taki sprawdzian czwartej klasie z matematyki. Poprzednie były w siódmych i ósmych klasach z fizyki.
Gdy mówiłem to dzieciom, ich zdziwienie objawiało się oczami dużymi jak talerze, jak to się mówi, o mało się nie zakrztusiły z wrażenia. Tak, na pewno, nie żartuje pan? Padały pytania.
Powiedziałem im, że muszą ściągać, że będę tego pilnował, a za brak ściągi będzie obniżona ocena.
Zapowiedziałem ten sprawdzian za tydzień. Lecz już po kilku chwilach, bezpośredni dziesięciolatkowie zareagowali totalnie inaczej niż kilka miesięcy wcześniej ich starsi koledzy.
Nagle pada z klasy pytanie powiedziane chórem.
Czy sprawdzian może się odbyć JUTRO?
Wryło mnie.
Jeszcze nigdy w życiu nie słyszałem o prośbie PRZYŚPIESZENIA sprawdzianu. Powiedziałem im, że muszę go wpisać w Librusa, że muszę poinformować rodziców.
To niech pan opisze, że będzie to sprawdzian ze ściągania. Ktoś mówi.
Czemu nie. Niech rodzice też doświadczają zmian w metodach edukacyjnych.
Niestety jeden z dziesięciolatków ze smutkiem w oczach mówi, że może lepiej napisać tylko sprawdzian, zamiast sprawdzian ze ściągania.
Zaciekawiła mnie ta opinia.
Dopytując się dowiedziałem się od dziesięciolatka, że jest obawa, że mama może tego nie zrozumieć. Że taki sprawdzian to fajna sprawa, ale rodzice normalnie podchodzą do nauki.
No co to znaczy te NORMALNIE?
Patrz jaki los.
Dziesięciolatek rozumie, a trzydziesto-czterdziestoletnia kobieta NIE ROZUMIE.
Postanowiłem, ze i tak napiszę informację, że będzie to sprawdzian z obowiązkiem ściągania.

Jednak to nie koniec tej historii.
Nazajutrz, gdy miałem kolejną lekcję matematyki, podchodzą do mnie uczniowie i …
pokazują napisane już ściągi.
Tydzień przed sprawdzianem!
Kto pisał ściągi tydzień przed sprawdzianem.
To był dla mnie drugi szok.
I tak TSR-owe Działa to rób tego więcej, przerosło moje oczekiwania.
Uczniowie chcą przyśpieszenia sprawdzianu.
Uczniowie chcą się do niego przygotować dużo, dużo wcześniej.
Uczniowie nie mogą się go po prostu doczekać.
Dla wątpiących w tę metodę. Uczymy się powtarzając, uczymy się w zaangażowaniu, uczymy się w zabawie, uczymy się lepiej bez stresu.
Książka o TSR też się przydała matematykowi.
Pamiętajmy o podstawowych zasadach TSR:
  1. Jeśli coś działa, rób tego więcej.
  2. Jeśli coś nie działa, rób coś innego.
  3. Jeśli coś się nie zepsuło – nie naprawiaj tego.

Zabawa w kotka i myszkę

Szkolna droga przez mękę, a może strategia.

Jeżeli uczniom nie trafi się fajny nauczyciel, może nawet nauczyciel roku, a szkoła nie ma aspiracji dołączenia do Budzącej się Szkoły, do Kreatywnej Pedagogiki, do dziesiątek innych nurtów, zmieniających szkoły, gdy mamy szkołę typowo pruską, z typowymi pruskimi nauczycielami, co wtedy zrobić, aby przeżyć?

Pozostaje jazda po krawędzi, dość cienkiej, ale gwarantującej dużo czasu dla własnej edukacji.

Własna edukacja jest tu kluczem.

Nie każdego stać wewnętrznie na zdecydowanie się na Edukację Domową i z jakiś względów pozostaje w systemie.

Skorzystajmy z kulturowych wzorów, takich jak Einstein, Jobs, Edison, którzy w szkole nie byli orłami, którzy to co zdobyli w życiu, nie zdobyli tego dzięki szkole, a WBREW niej.

Wymaga to od rodzica, spuszczenia balona próżności i pozwoleniu swojemu dziecku dostawać dwójki. Zostawiając dużo przestrzeni na własne zainteresowania.

Bo nie zawsze trafi się nauczyciel, który zadowoli próżność rodzica stawiając dobre oceny, a jednocześnie nie będzie batożył dzieci i sprawiał, że przed lekcjami będą obgryzać swoje paznokcie. Takie rzeczy zdarzają się rzadko lub są w bajkach. Rzeczywistość jest bardziej szara.

Także jaki można zawrzeć układ ze swoim dzieckiem.
Otóż od pierwszej klasy szkoły podstawowej do siódmej, można całkowicie pozwolić dziecku na otrzymywanie samych 2. Tak tylko oceny dopuszczające! Zachowanie dowolne, prócz nagannego.

Trzeba mieć do tego grubą skórę, bo „a co sąsiedzi lub ciocia powie?”.

W ósmej klasie niestety system nie działa na korzyść tej strategii.

W rekrutacji do szkół średnich uwzględnia się 100 punktów za egzamin zewnętrzny i resztę za lizusostwo szkolne. 17 punktów za każdą 6 z uwzględnianego w rekrutacji przedmiotu i 7 punktów za Świadectwo Z PASKIEM. W ósmej klasie można się przemóc i pozdobywać tych dobrych ocen, ale z założeniem, że to tylko strategia.

Komisje rekrutacyjne podliczą punkty jedynie z ósmej klasy i dostajemy się do liceum.

I tu znów wchodzimy w tryb 2 za wszystko.

Bardzo wygodny, zostawiający dużo przestrzeni na własne zainteresowania i własną drogę edukacyjną.

Liceum jest tak skonstruowane, że tu można do samej matury ciągnąć na samiutkich dwójkach.

Przepiękne.

Przystępujemy do matury i piszemy ją na maksa.

Szok dla szkoły, jak to 2-owy uczeń najlepszy w szkole.

Pamiętajmy, że w rekrutacji na polskie uczelnie nie liczy się nic prócz wyników z matury. Żadna dwójka z trzeciej klasy nie zaważy na wynikach.

Ta metoda jest trudna dla osób przejmujących się opinią zewnętrzną.

Ta metoda jest trudna dla osób nie potrafiących się samemu uczyć bez bata zewnętrznego.

Ale ta metoda zostawia bardzo dużo czasu dla siebie.

Więcej daje jedynie Edukacja Domowa.

Poproście więc nauczyciela na początku roku o wymagania przedmiotowe na ocenę 2 i zdeklarujcie, że jedynie nią chcecie dostać.

Pamiętajcie też o tym, że otrzymanie 2 nie znaczy, że nie umiem na 6 z przedmiotów, które są dla mnie ważne.

Otrzymanie 2 z przedmiotów, które są mi niepotrzebne uznaję za dar losu.

Stosowałem tę metodę w technikum, dostałem się na studia i dzisiaj nie ma dla mnie znaczenia co dostałem z historii w trzeciej klasie szkoły średniej.

Czasami, zdarzało mi się potknąć i pisząc sprawdzian, chcąc go napisać na 3 (w 80-tych latach), pomijałem pewne kwestie i gdy dużo tych informacji pominąłem i otrzymywałem ocenę niedostateczną. Cóż, takie koszty zabawy w kotka i myszkę z systemem.

EDIT:
Doklejam tu drugą strategię. która jest równie ważna dla zdrowia psychicznego naszych dzieci.
Otóż, aby mieć klasyfikację na kolejny rok nauki należy mieć co najmniej oceny dopuszczające z wszystkich przedmiotów, ale także 51% obecności na poszczególnych przedmiotach.

Także prócz zażądania od nauczyciela na początku roku szkolnego wymagań na ocenę 2, proszę usiąść z kalkulatorem i policzyć na ilu lekcjach z polskiego, matematyki, historii, fizyki, chemii, geografii moje dziecko NIE MUSI BYĆ (49%)

Może się wtedy okazać, że tydzień w tydzień dziecko „choruje” w czwartki i w piątki.
Ma wtedy ogromnie dużo czasu na własne zainteresowania.

Trzeba walczyć z systemem jego własną bronią.

Marcin Stiburski

9 października 2019

Dystans do siebie

Pamiętajcie ta grupa jest otwarta, każdy może tu pisać.

Pisząc wpisy nie zawsze chce mi się użyć słów precyzujących, takich jak, nie wszyscy, jak prawie, jak nie każdy. Piszę generalizując. Tak jak w naszych rozmowach sami mówimy: politycy są tacy a tacy. Księża tacy a tacy.

A jakże często słyszę też, niestety w szkole (może powinienem powiedzieć w niektórych szkołach ) że uczniowie są tacy a tacy. Albo ach ta dzisiejsza młodzież.
Czy mówiąc to staramy się wpleść w wypowiedź słowa, że NIEKTÓRZY uczniowie są tacy a tacy, albo NIEKTÓRE grupy młodzieży są jakieś, a inne owakieś.

Jakże często generalizujemy, chcąc pokazać nie fakt dla całej populacji, a TREND.

Trend to nie 100%.
Pamiętajmy o przysłowiach.
Pierwsze, wyjątki potwierdzają regułę.
Drugie, uderz w stół, a nożyce się odezwą.

Także niektóre (a może wszystkie tym razem) moje wpisy wywołują jakieś emocje.
Bo zabraknie słowa czasami, niektórzy itd.

Pamiętajmy jednak, że emocje powstają jedynie wtedy, gdy mamy z danym tematem związane konkretne przeżycia. Gdy tych przeżyć nie mamy, komunikat staje się dla nas neutralny.

Mało wśród niektórych z nas tego dystansu.
Niektórych.
Przypomina mi się tu moja wizyta u okulisty, która po rozmowie ze mną powiedziała, że chyba skończyłem politechnikę. Powiedziałem, że jestem fizykiem. Ona na to, że inżynierowie często wchodzą w nią w dyskusje o dioptriach, o cylindryczności, sami chcą manipulpować przy aparacie.
Gdy spytałem, którą grupę zawodową także rozpoznaje, pierwszą którą wymieniła to nauczycielki.
Mówiła, że one zawsze zaczynają płakać, gdy im się nagle zaczyna coś kazać. Jak to u lekarza.
Nauczyciele to grupa zawodowa, która przez całe życie przyzwyczaiła się do wydawania poleceń i polecenia skierowane w ich kierunku są dla nich nienaturalne i atakujące.
Co z kolei wywołuje u nauczycieli ogromne emocje.
Zawsze czy jedynie czasami?

Marcin Stiburski

8 października 2019

Nauka języków.

Nauka języka obcego.
Cała klasa powtarza:

I am
you are
he is
she is
it is.

Skąd to znamy? Czy to jest efektywna metoda nauki języka obcego?

Tak się teraz składa, że w Polsce przebywa ogromna liczba Ukraińców, ale są też Białorusini, a także Rosjanie. Oni wszyscy mają dzieci i te dzieci trafiają do polskich szkół.

We wszystkich klasach, w których uczę jest kilkanaście osób, dla których język polski nie jest ojczystym językiem.

W kilku przypadkach polski jest dla nich totalnie językiem obcym. Operują pojedynczymi słowami. Także ich rodzice. Jak w takiej sytuacji pomóc takiemu dziecku, zaadaptować się w nowej dla niego, stresującej rzeczywistości. Z rodzinnych doświadczeń, wiem jakie jest to stresujące, gdyż znam osobiście przypadki ucieczki rodzin z dziećmi do Niemiec w latach 80-tych i ciężkie chwile adaptacji w odmiennej rzeczywistości.

Obecnie w kasie pomogli mi w tym moi uczniowie polskojęzyczni. Wystarczyło, zrobić odpowiedni wstęp, pokazać jakie mogą przeżywać emocje ich koledzy i koleżanki, którzy nie znają języka polskiego.

Niewiarygodne jest to jak dzieci są racjonalne, bo największą siłą przekonywania były pieniądze.

Powiedziałem polskojęzycznym dzieciom, że ludzie pracujący w międzynarodowych firmach i znający wiele języków, mający rozległe kontakty towarzyskie i handlowe, bardzo dużo zarabiają.

Niektórzy nawet uczniowie sami potwierdzali takie stwierdzenia, mając pewne doświadczenia rodzinne.

Powiedziałem im, że mają w klasie najlepszych na świecie nauczycieli języka obcego.

Ich kolegów i koleżanki znający ten język naturalnie.

I stał się cud.

Nie tyle dzieci obcojęzyczne zaczęły uczyć się polskiego, ale i polskojęzyczne zaczęły uczyć się rosyjskiego, ukraińskiego, białoruskiego. Po miesiącu, najbliższe koleżanki polskojęzyczne potrafią porozumiewać się w niektórych kwestiach w obcym dla siebie miesiąc temu języku.

I nie uczą się na głos powtarzając za nauczycielem:

Я
ты
он
она
это.

I zyskałem więcej niż 1.
Klasa zyskała integrację, dzieci obcojęzyczne zredukowały stres zmiany, uczą się swobodnie polskiego, a polskojęzyczne dzieci uczą się języka obcego od najlepszych nauczycieli jaki mogliby w szkole spotkać.

Marcin Stiburski