poniedziałek, 28 października 2019

Co szkodzi w szkole?

INTRO
Zdecydowaną większość swoich wpisów ilustruję przypadkowym zdjęciem z sieci, które trochę przerabiam, aby pasowało do treści. Dzisiaj robię wyjątek.
Na zdjęciu są moje własne paznokcie. Paznokcie brzydkie, krótkie, paznokcie obgryzane.
Są w tej chwili już wiele, wiele lat zagojone, nie krwawią.
Nie jestem kobietą, więc nie maluję ich i nie przyklejam nakładek. Są jakie są.
A stały się takie w czwartej, piątej klasie szkoły podstawowej. Nie wyjmowałem wtedy swoich rąk z ust. Redukowałem w ten sposób napięcie, napięcie które generowała szkoła, a w moim przypadku głośne czytanie. Aby uciec z tego koszmarnego świata, przeniosłem się na wiele lat w świat kosmicznej fantazji, gdzie uczyłem się budować światy, uczyłem się fizyki. Dlatego nauczyłem się ją nie dzięki szkole, a wbrew niej.
Obgryzione paznokcie, samotność mocno mi nie zaszkodziły, ale teraz z doświadczenia życiowego wiem, że wiele osobom takie okoliczności szkodzą bardzo, czasami mocno za bardzo.

Co jest najbardziej SZKODLIWEGO w szkole?

Zastanawiamy się myśląc o edukacji nad kreatywnością.
Jak ją u dzieci wyzwolić, jak ją zwiększyć.
Odmieniamy kreatywność przez wszystkie możliwe przypadki.
Stosujemy do wyzwolenia kreatywności, wymyślne kreatywne techniki.
Wręcz czujemy się jak na wojnie o kreatywność, kreatywnymi metodami.

A KREATYWNOŚCI NIE DA SIĘ WYKREOWAĆ!
 
Ona staje się sama, gdy będą ku temu sprzyjające warunki.
Wyobraźcie siebie w przedszkolu. Pani coś opowiada i rodzą się w Was pytania.
Jak, gdzie, kiedy, skąd, po co, dlaczego?
Zadajcie je teraz.
Czy jest fajnie.
Podążacie za pytaniami.
Wysypujecie je setkami i pani w przedszkolu oddycha z ulgą, gdy przychodzą rodzice, bo to już oni będą na te setki pytań odpowiadać.
A teraz wspomnijmy swoją szkołę.
Wyobraźcie sobie siebie czekających na lekcję na której wiecie, że będzie odpytywanie przy tablicy. Siedzicie na korytarzu i wszyscy obok koledzy przeglądają ostatnią lekcję nerwowo przerzucając kartki w swych zeszytach. Czujecie gniecenie w żołądku, oczekiwanie się wydłuża, skubiecie palce, zaciskacie szczękę. Niektórzy obgryzają paznokcie. Serce wam bije mocno. Pocicie się.
Dzwonek jak pobudka ze snu. Ciśnienie rośnie. W dali widzicie zbliżającego się nauczyciela. On idzie powoli, nieśpiesznie. Chcecie wykrzyczeć głośno „kończ Waść”.
Wchodzicie do klasy, a nauczyciel powoli sprawdza obecność, a po chwili cisza.
Wodzi po dzienniku oczami szukając ofiary.
Czujecie bezdech.
Pierwsza ofiara. Czym jest energia wewnętrzna ciała? - siadaj niedostateczny.
Druga ofiara. Co to jest ciepło właściwe? - siadaj niedostateczny.
Trzecia ofiara. Opisz przemiany energii w ruchu harmonicznym? - siadaj niedostateczny.
Nauczyciel reflektuje się, że przesadził, że wystawił za dużo złych ocen. Postanawia wynagrodzić statystycznie klasę. Chce postawić trochę dobrych ocen.
Trzecia ofiara. Czy bieguny przeciwstawne się przyciągają? - siadaj bardzo dobry.
Czwarta ofiara. Czy gorące powietrze się unosi? - siadaj bardzo dobry.
Co się stało.
Jako nauczyciel wystawiłem kilka ocen.
Kogo skrzywdziłem?
Czy tylko tych którym postawiłem niedostateczny.
Którzy poczuli się zaskoczeni pytaniem.
Nie.
Skrzywdziłem także tego komu wystawiłem bardzo dobrą ocenę, za to proste pytanie.
Miał szczęście, takie się mu przytrafiło.
Ale on marzy o pasku i srebrnej tarczy jak wszyscy. Może nie zrozumieć, że to był przypadek i szczęście. Często taki ktoś zaczyna myśleć że jest lepszy, że umie więcej niż inni którzy tego szczęścia nie mieli.
Ale to nie koniec.
Co się stało obok.
Co odczuwała osoba siedząca obok osoby dostającej niedostateczny.
Ulgę, ale też wcześniej lęk, bo mogła być przecież pytana.
Krzywdzę ją także, bo jest w napięciu, bo układa już strategie na przyszłość, aby tego lęku nie doświadczać.
Ale to także nie koniec.
Co się działo obok osoby, która dostała oceną bardzo dobrą.
Pamiętajmy, że wszyscy marzymy o świadectwie z wyróżnieniem.
Tu także krzywdzę.
Tu jest Zazdrość.
Ale to też nie koniec.
Wystawiając te oceny skrzywdziłem Was w klasie.
Cała ta gra wzbudziła w Was lęk.
Tak. Byliście światkami w tym przedstawieniu rozdawania kar i nagród. Doznawaliście, pożądania, strachu, zazdrości, ulgi. A przede wszystkim czuliście lęk.
Lęk który blokuje coś bardzo ważnego. Bo lęk wyzwala trzy stany, walcz, uciekaj, zastygaj.
Walczyć w szkole nie możemy.
Uciekać ze szkoły nie możemy.
W szkole możemy ZASTYGAĆ.

Dlatego lęk w szkole blokuje kreatywność i ciekawość, którą mieliście w przedszkolu wiele lat temu.
Czas ją przywrócić.
Zlikwidować mechanizmy generujące lęk.
Opowiem wam jak to robię na swoich lekcjach.
Aby zlikwidować lęk przed sprawdzianem, zaproponowałem sprawdziany, na których uczniowie muszą ściągać, a za nieściąganie groziłem wystawieniem oceny niedostatecznej. Uczniów taka formuła szokuje. Dochodzi do sytuacji, że sprawdzian zapowiedziany za tydzień, chcą pisać nazajutrz. Pisząc ściągi się uczą, korzystając z nich jawnie, uczą się analizy danych. I porzucają lęk przed sprawdzianem.
Aby nie bać się gorszych ocen, lub utraty pozycji gdy się ma już lepsze, zacząłem stawiać wszystkim oceny bardzo dobre niezależnie od ich wiedzy. Ale jednocześnie mocno podkreślałem, żeby z tych bardzo dobrych ocen drwili. Że one nic nie znaczą w opisie ich wiedzy. Nic. Tak jak nic nie znaczy ocena niedostateczna.
Bo ocena to pomiar, a każdy pomiar jest obarczony błędem.
Błąd pomiaru to podstawowa cech naszego świata. Całego świata.
Aby zlikwidować lęk, który się kojarzy nam z występem pod tablicą, pozwoliłem uczniom grupowo występować przy tablicy, przy której prezentowali wyniki nie mi, a sobie nawzajem. Tablica przestała być dla nich miejscem tortury. I proszą teraz żeby mogli przy tej tablicy występować i strofują mnie że sam za dużo na tej tablicy piszę.
Aby zlikwidować lęk przymuszania się do sztucznej aktywności na lekcji, pozwoliłem także uczniom zmęczonym matematyką po prostu zasnąć na lekcji i wystawiłem za tą aktywność oceny celujące. Wykorzystałem przypadek, kiedy jeden z uczniów ze zmęczenia położył głowę na ławce. Zachęciłem resztę do tego samego. Wiemy przecież, że mózg pracuje także w podświadomości po aktywnej pracy świadomości. I lekcja przestała być czasem sztucznej, wymuszonej aktywności.
Nie ma dla mnie świętości. I także Wam proponuję przestać patrzeć na edukację jak na Świętego Grala. Bo edukacja to proces, to relacja, tak dynamiczna, jak na to my sami pozwolimy.
Zadziwiające, ale naprawdę tak możemy, bo mamy ogromną autonomię. Doświadczyłem kiedyś negatywnej autonomii nauczyciela, a obecnie próbuję pokazać że ta autonomia może być pozytywna dla ucznia.
Jakoś nikt mnie za te eksperymenty ze szkoły nie wyrzucił, choć cały czas o tym marzę.
Nie musimy być jak bohaterowie filmu Konopielka, którzy chcą rżnąć zboże sierpami.
Są skuteczniejsze i mniej męczące metody, jest ich wiele.
Obserwuję świat oczyma fizyka. Zafascynowany jestem Zasadą Najmniejszego Działania Hilberta – Zasadą Wariacyjną. To prostymi słowami Zasada Lenistwa Przyrody.
Tylko leniwo przyrody jest w stanie stworzyć płatek śniegu, tęczę, czy parabolę będącą drogą rzutu ukośnego. Ta swoboda rozwoju tworzy także piękną górską sosnę i uśmiechnięte bawiące się dziecko.

Tylko swobodny, nieskrępowany wzrost czegokolwiek, kogokolwiek doprowadza do powstania piękna.

Piękno, które potrafi naturalnie wzrastać, jest naturalną konsekwencją przyrody, leniwej przyrody.
Piękno pojawia się w działaniach dziecka, i mogło by tak być dalej,
ale niestety na scenę tego dziecka wkracza coś co zaburza motywację wewnętrzną, niszczy ciekawość i kreatywność.
Pojawia się szkoła.

W szkole pojawia się LĘK i zanika PIĘKNO.

Marcin Stiburski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz