sobota, 4 stycznia 2020

Suszona Szkoła jak odżywcze rodzynki

Suszenie rodzynek.

Gdyby tak nauczyciel w szkole spełnił jedynie tyle to co musi uczeń. Taki strajk włoski, ale z korzyścią dla dzieci. Czyli 24, 25, 25, 31, 31, 26, 29, 25, 19 tyle 45 minutowych odcinków od 4 klasy SP, do 4 klasy LO wynikające z ramowych planów nauczania. To byłoby realizowane w dzienniku.

Teraz obkurczając, zakładając 51% frekwencję obowiązkową potrzebną do kwalifikacji, wychodziłoby w każdym roku obowiązkowych 45 minutowych lekcji odpowiednio: 13, 13, 13, 16, 16, 14, 15, 13, 10. Co po przeliczeniu na godziny zegarowe i podzieleniu przez 5 dni w tygodniu, dałoby odpowiednio odpowiednią ilość godzin zegarowych z nauczycielem, czyli 1,95, 1,95, 1,95, 2,4, 2,4, 2,1, 2,25, 1,95, 1,5 godzin zegarowych dziennie od 4 SP do 4 LO.

Czyli jak by to wyglądało realnie.
Lekcje byłyby rozrysowane wszystkie zgodnie z ramowym planem nauczania, ale bez przerw.

Oczywiście 49% zajęć sam nauczyciel siedziałby w klasie bez uczniów, którzy mogliby być nieobecni i usprawiedliwieni hurtowo przez rodziców. Na niezbędne 51% zajęć, uczniowie przychodziliby na wykład popularnonaukowy, z kluczowych elementów podstawy programowej i to zajmowałoby uczniom maksymalnie dwie i pół godzinny zegarowe dziennie.

Wszystkie tematy ze 100% podstawy programowej byłyby wpisywane do dziennika.

Z racji tego, że wszyscy byliby bardzo zdolni, otrzymywaliby z każdego przedmiotu sześć oraz zachowanie wzorowe. Hurtowo.

Przez pozostałe godziny obecności w szkole uczniowie mogliby podejść na lekcje z nauczycielem, który siedziałby sam w klasie z racji realizowania reszty obowiązkowych godzin ramowego planu nauczania.

W szkole nie byłoby żadnych akademii, wystąpień, konkursów, projektów i innych wypełniaczy szkolnych. To bardzo ważna zmiana. Te wypełniacze to też tłuszczyk, który chcemy obkurczyć.

Tylko wysuszone wykłady (51% kluczowych treści PP), oraz czas korepetycji (49% PP) i czas własny, wolny, na przygotowywanie się do egzaminu ósmoklasisty, do egzaminu maturalnego i ogromna przestrzeń na zawiązywanie relacji.

Rodzice zapisując dziecko do takiej szkoły deklarowaliby, że dziecko spędzi w niej ok. 6 godzin dzienne, np. od 9 do 15 i w tym czasie gdzieś pomiędzy odbywałyby się te skondensowane wysuszone maksymalne dwie i pół godziny wykładu. Cztery i pół godziny stanowiłaby praca własna, zainspirowana wykładem, wizytami u oczekujących na korepetycje nauczycieli oraz potrzebami własnymi.

Budynek przykładowej szkoły należałoby zmienić tak, że wyznaczyłoby się kilka sal wykładowych, a resztę zamienić na małe sale korepetycyjno-konsultacyjne. Pozostałą przestrzeń pozostawić uczniom na wolną przestrzeń, podzieloną na dwie strefy, głośną i cichą.

Czyli szkoła to duża świetlica osiedlowa, z dostępnymi korepetytorami za darmo oraz obowiązkowymi krótkimi wykładami popularnonaukowymi.

Tak mogłaby wyglądać rodzynkowa suszona szkoła podstawowa i liceum.



Marcin Stiburski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz