poniedziałek, 30 września 2019

Dylatacja czasu nauczycielskiego

Arytmetyka wycieczek szkolnych.

3+3=3
6+0=12

Gdy nauczyciel ma zorganizować(uczestniczyć) sześciogodzinną wycieczkę w dniu kiedy ma trzy godziny lekcyjne, to broni się przed tym jak lew. Przecież ma tylko 3 45-minutowe lekcje, a będzie musiał spędzić z dziećmi 6 godzin zegarowych. Jakoś w tym momencie zapomina, że uczestnicząc w wycieczce, zwalnia się go na czas wycieczki z 3 godzin lekcyjnych w szkole, ale także zwolniono go z 3 godzin pracy w domu, z czasu który deklaruje, że poświęca na przygotowywanie tychże lekcji. Także 3 godziny lekcyjne plus 3 godziny zegarowe, wcale nie są 6-oma godzinami zegarowymi wycieczki, a jedynie 3 lekcjami które nauczyciel wybiera nie jadąc na wycieczkę.

Gdy natomiast w dniu sześciogodzinnej wycieczki, ma sześć 45-minutowych lekcji, chętnie jedzie na tą wycieczkę. Tylko że wtedy zamienia 6 godzin lekcyjnych na 6 godzin zegarowych, ale na czysto ma 6 deklarowanych godzin na przygotowanie w domu lekcji z których będzie zwolniony. Nie uwierzę, że odpracowuje te domowe godziny później, przygotowując się solidniej do innych lekcji.

Arytmetyka wycieczkowa jest zaiste przewrotna i może trudno ją zrozumieć. Tak jak to, że 18 godzin lekcyjnych plus 18 godzin zegarowych przygotowań, daje nam pełne 40 godzin zegarowych w tygodniu.

Zaznaczam, cały czas, że każdy wpis jest wywołany obserwacją, realnymi spostrzeżeniami, mnie jako nauczyciela z przypadku, wewnątrz szkoły.

Powyższe, to dzisiejsze spostrzeżenia po wycieczce szkolnej i próbach planowania kolejnej w ciągu zbliżających się tygodni.

To opis wycieczek jednodniowych.

Być może wycieczki wielodniowe wezmę na warsztat innym razem, gdy będę ich organizatorem.
Osobną ciekawą sprawą związaną z wycieczkami, są zastępstwa, ale to też na inny wpis.

Marcin Stiburski
Szkoła Minimalna

niedziela, 29 września 2019

NVC – Porozumienie Bez Przemocy

NVC – Porozumienie Bez Przemocy.
Nauczyciele uwielbiają szkolenia, kursy dokształcające, to wręcz moda środowiskowa. Obserwuję pełne listy nawet na szkoleniach nieobowiązkowych. Moda ta wytworzyła się zapewne z potrzeby podnoszenia kwalifikacji i stała się trendem.
Wielu z nauczycieli szczyci się uczestnictwem w szkoleniach Porozumienie Bez Przemocy (ang. Nonviolent Communication, NVC). Cóż to takiego?
Jest to sposób komunikacji, w którym nie oceniamy, a dajemy swoją opinię, szanując czyjeś emocje i potrzeby, uwzględniając swoje emocje i potrzeby.
I fajnie jest, gdy dany uczestnik kolejnego szkolenia może się pochwalić, nie tylko kolejnym dyplomem, ale i zrozumieniem, które wpływa na zmianę jego sposobu postępowania.
Ale czy tak faktycznie się dzieje w przypadku nauczycieli?
Rozważmy najpierw dwa przykłady. Sposób zadawania pytań w dialogu, oraz sposób przekazywania informacji.
Pytania:
Pytanie otwarte. Jaki jesteś?
Pytanie zamknięte. Czy bywasz podły?
Pytanie sugerujące. Czy gdy bywasz podły, to chodzisz na lody?
Pytanie oceniające. Jeżeli czasami chodzisz na lody, to czy jesteś podły?
Twierdzenia:
Ocena. Jesteś podły.
Ocena -1. Zachowujesz się podle.
Ocena -2. Ja myślę, że zachowujesz się podle.
Opinia. Zaobserwowałem Twoje zachowanie i uznałem je za krzywdzące w tej sytuacji.
Oczywiście wyraz podły można zamienić na pozytywny odpowiednik.
Pytanie otwarte. Jaki jesteś?
Pytanie zamknięte. Czy bywasz towarzyski?
Pytanie sugerujące. Czy gdy bywasz towarzyski, to chodzisz na lody?
Pytanie oceniające. Jeżeli czasami chodzisz na lody, to czy jesteś towarzyski?
Ocena. Jesteś towarzyski.
Ocena -1. Zachowujesz się towarzysko.
Ocena -2. Ja myślę, że zachowujesz się towarzysko.
Opinia. Zaobserwowałem Twoje zachowanie i uznałem je za miłe w tej sytuacji.
Dlaczego przytoczyłem negatyw i pozytyw? Bo oba stany mogą być niewłaściwie przekazywane. Pozytywne niewłaściwie użyte stwarzają próżność, negatywne nieodpowiednio wypowiedziane ranią.
Wszystko pięknie, ale co to ma wspólnego z nauczycielami i ich szkoleniami NVC?
Ano, to że nauczyciele w przeważającej większości, kompletnie nie stosują tych zaleceń w szkole wobec uczniów.
Bo jakie pytania zdarza się nauczycielom zadać uczniom. Czy są to zawsze pytania otwarte i zamknięte? Jak często są to pytania sugerujące i oceniające?
Ale pytania nie są tak wyraźnym odstępstwem od zasad NVC jak oceny.
Teraz powiem nie o ocenie w ogólności, a o ocenie cyfrowej w szkole.
Czym jest 1,2 lub 5,6? To ocena. Czy jest to opinia o człowieku? Czy jest to komunikat wspierający, kształtujący, nieoceniający? Nie.
To informacja siadaj 1, jesteś beznadziejny, jesteś nikim, to gorzej niż jesteś podły, szczególnie że mówi to dojrzały człowiek do człowieka młodego.
Albo jest to informacja umiesz na 6, jesteś wspaniały, jesteś moim wybrańcem, jesteś idealny.
W pierwszym przypadku, niszczymy człowieka, a w drugim… też niszczymy, wpędzając go w pychę.
Dlaczego nauczyciele nie stosują się do zaleceń NVC, ze szkoleń na które uczęszczają i nie zamieniają ocen na opinie, które są komunikatem wspierającym, kształtującym, nieoceniającym. Przecież system oceniania w szkole nie zamyka nam drogi do wystawiania tzw oceny kształtującej, która tak naprawdę jest tą opinią z NVC.
Tak możemy, przepisy nam na to pozwalają, nie wystawić w ciągu półrocza żadnej oceny, na półrocze możemy wystawić OPINIĘ (ocenę kształtującą) zamiast oceny, a na koniec roku możemy także wystawić OPINIĘ uzupełnioną tą konieczną dla systemu cyfrą.
Ale czy ta cyfra wraz z OPINIĄ pozostanie wyłącznie OCENĄ?
Niestety w szkole wygodniej jedynie ocenić, wbrew nauce NVC.
I tak dalej nauczyciele chodzą na szkolenia Porozumienie Bez Przemocy i są jedynie dumni z CERTYFIKATU, który okazują podczas procesu awansu zawodowego, a nie zastosują w życiu szkolnym ucznia, przyswojonych prawd o ocenie i opinii.

Czy zatem szkoła jest miejscem Porozumienia Bez Przemocy, czy może jednak Jest To Miejsce Przemocy?
Czy lubimy nauczyciela Żyrafę, czy nauczyciela Szakala?

Marcin Stiburski
Szkoła Minimalna

piątek, 27 września 2019

Sentencje

Sentencje.
Te krótkie zdania czasami podsumowują coś, o czym można mówić godzinami, dlatego lepiej powiedzieć te kilka słów, niż zaćmić myśl tysiącami.
Mam swoje własne dwie sentencje i jedną pożyczoną.
Gdy cofam się 31 lat wstecz widocznie coś przeczuwałem w związku ze Szkołą Minimalną.
Bo czyż nie jest ona jeszcze dzisiaj dla wielu dziwacznością?
- Coś co dziś jest klasyką, wczoraj było dziwacznością. 1988r.
Trzydzieści lat później myślę tak i o płatku śniegu, o wypiętrzającej się magmie, o rosnącej sośnie, oraz o rozwijającym się człowieku.
- Tylko swobodny, nieskrępowany wzrost czegokolwiek, kogokolwiek doprowadza do powstania piękna. 2018r. (to moje uogólnienie zasady najmniejszego działania Hamiltona, zasady wariacyjnej)
To wszystko spinam myślą założyciela karate kyokushin, które trenuję.
"Ludzkie życie nabiera blasku i siły tylko wtedy, kiedy się je poleruje i utwardza." - Masutatsu Oyama – plus mój dopisek: „Z własnego wyboru”.
Tak więc marzę, aby dzisiejsza dziwaczność, stała się jutro klasyką, doprowadzając w swoim wzroście do namnożenia piękna. I wiem, że będzie ono błyszczało i będzie silne, bo wkładamy w to wiele pracy polerując i kując w ogniu dyskusji na naszej grupie.
Marcin Stiburski
Szkoła Minimalna

czwartek, 26 września 2019

Rekrutcja postawiona na głowie


Rekrutacja.
Nie zmienimy edukacji, nie zmieniając zasad rekrutacji.
Pamiętam czas, kiedy jechało się do szkoły lub na studia, a tam po egzaminie wstępnym wisiała gdzieś wielka płachta wyników. Człowiek z drżeniem serca jechał palcem po tej liście, jechał coraz niżej i niżej i liczył na to, że jego palec zatrzyma się przed czerwoną kreską. Bycie pod krechą, przekreślało marzenia. Nad dawało nadzieję na przyszłość, ulgę pomieszaną z radością.
Pod taką listą działy się różne emocjonujące sceny. Krzyki, płacz, wkurzenie, tańce współzwycięzców i wspólne umawianie się na zalanie robaka przegranych.
Czerwona krecha decydowała za nas, wóz albo przewóz.
Najciekawsze, największe emocje budziło bycie na styku tej krechy i z jednej, i z drugiej strony.
Wiem, bo doświadczyłem oby stanów. Tak mało brakowało, aby…
Niestety tak jest ułożone prawo oświatowe, że naszymi punktami znaczącymi, naszymi checkpointami, są momenty rekrutacji. I okazuje się, że możemy dużo zmienić pomiędzy nimi, choć jest to trudne z powodu przyzwyczajeń i świętej tradycji, ale zmienić formy edukacji finalnie możemy.
Ale same zaś checkpointy są opisane wyraźnie w przepisach. Za co ile punktów można dostać, jakie są procedury. I z tego powodu często się słyszy gorzkie stwierdzenie, że uczymy się pod egzaminy, pod maturę. Że wszelkie odstępstwa edukacyjne, choć pociągające, ciekawe, miłe, innowacyjne należy porzucić, bo czeka nas w przyszłości egzamin i późniejsza rekrutacja.
Mimo tak usztywnionych reguł gry można z tą materią także się mocować.
Znam jedną szkołę w Warszawie, gdzie uczniowie po ukończeniu szkoły podstawowej przystępowali do obowiązkowego dla nich egzaminu ósmoklasisty i ODDAWALI PUSTE KARTKI, po podpisaniu listy obecności na egzaminie. Otrzymywali z tego egzaminu ZERO PUNKTÓW.
Wiedzieli co chcą robić i w jakiej szkole średniej, wiedzieli też jakie są tam warunki rekrutacyjne.
Zero punktów z egzaminu im w zupełności wystarczało.
Nie założyłem jeszcze swojej szkoły, bo uczę się i zbieram doświadczenia, ale marzy mi się taka, także dopasowana do istniejącego systemu prawnego, w której będę mógł przyjmować w procesie rekrutacyjnym NAJGORSZYCH UCZNIÓW. Wiem, że wśród nich są nieoszlifowane diamenty, które warto pokazać w świetle całemu Światu.
Dlatego, w szkole swoich marzeń, czerwona kreska stałaby na głowie i tym razem dawałaby nadzieję tym, którym z różnych powodów dotychczas się nie powiodło.

Szkoła Minimalna

środa, 25 września 2019

Ksero w szkole

Ksero w szkole.
W jaki sposób w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych funkcjonowali nauczyciele, którzy mnie cokolwiek nauczyli? Jak przeprowadzali lekcje, jak ci uczniowie byli w stanie wszystko zanotować? Chyba byliśmy kiedyś jakimiś mutantami, a nasi nauczyciele to jacyś herosi.
Dzisiaj bez kopii kilku stron podręcznika, bez sprawdzianu wydrukowanego ze strony wydawnictwa, bez kolejnej bezsensownej tabelki, która służy jako podkładka pod biurko, które się kiwa, nie byłoby szkoły.
W dzisiejszej szkole ksero działa non stop, mieląc ryzę za ryzą papieru.
Skąd ten papier, nasze kochane drzewa!
Dzisiejsze szkoły często zbierają małe kwoty na utrzymanie tych maszyn zagłady drzew. A pierwszą daniną rodziców na pierwszym spotkaniu jest opłata za papier do ksero lub zbiórka w naturze po ryzie A4 na głowę ucznia. I w każdej klasie, którą odwiedzam w czasie prowadzenia lekcji w szkole, widzę w jej kącie ustawione sztaple ryz papieru A4. Niech drzewa umierają!
Przypomina to sytuację, którą znam z urzędów skarbowych sprzed 10-15 lat, nim nie zagościło na dobre rozliczanie elektroniczne deklaracji.
Dzisiaj kolejny nauczyciel spytał się mnie, że potrzebuje ode mnie jako wychowawcy ryzę papieru. Gdy pytam po co, pada odpowiedź, no wiesz sprawdziany już należy robić, prace projektowe. Bez tych ryz papieru te prace są niewykonalne. Gdy odpowiedziałem, że sprawdziany można robić bez kserowania, pada odpowiedź, to niemożliwe.
Kiedyś podczas sprawdzianu wyrywało się kartkę ze środka zeszytu, a zadania przepisywało się z tablicy. Dzisiaj uczeń ma całą treść sprawdzianu i kilka kratek w które ma wstawić znak X. Zaiste bardzo rozwijająca umiejętność. Przydatna jedynie przyszłemu wyborcy. Przecież zanika umiejętność czytania ze zrozumieniem, a wzmacnia się umiejętność skutecznego stawiania znaku X. Idealne zestawienie.
A ksero szkolne dalej mieli kolejne ryzy papieru.
Papieru totalnie niepotrzebnego w szkole, w której są już rzutniki multimedialne, WiFi, a wiele wydawnictw udostępnia podręczniki w wersji elektronicznej.
Ksera w szkole powinny być po prostu ZAKAZANE. Z korzyścią dla wszystkich i uczniów i nauczycieli i naszych drzew.
Ciekawi mnie tylko to, czy nie spowodowałoby to załamania się obecnych nauczycieli? Czy może jednak daliby radę, jak ci z moich wspomnieć z dzieciństwa?

Szkoła Minimalna

wtorek, 24 września 2019

Mogę siusiu?


Proszę pani/pana, czy mogę siusiu?
Czy zadamy to pytanie dyrektorowi na radzie pedagogicznej, czy sztabówce w korporacji?
Czy nie byłoby to upokarzające pytać się kogokolwiek o wyrażenie zgody ma swoją potrzebę fizjologiczną?
Albo jesteś u cioci na imieninach. Czy zapytasz się cioci czy możesz iść zrobić siusiu.
Niestety w ten właśnie sposób upokarzamy dzieci w szkole, czy w przedszkolu.

Na moich lekcjach powiedziałem na początku tak, że jeżeli masz potrzebę fizjologiczną to po prostu informujesz mnie, że wychodzisz do toalety.
Powiedziałem też przewrotnie, że jeżeli ktoś mnie się spyta czy może wyjść do toalety, to mu zwyczajnie odmówię. Po co więc te pytanie?
Na początku pytali się mnie czy mogą do toalety, a ja odmawiałem wyjścia, żartując że teraz się zsikają. Szybko przestawili się na moją propozycję i wychodzą mówiąc krótkie, idę do toalety.
Pytanie o możliwość wyjścia do toalety jest totalną abstrakcją.
To pytanie ustawia ucznia w roli nie człowieka wolnego, a NIEWOLNIKA.
Czy chcemy, aby szkoła była miejscem nauki wolnych ludzi, czy też plantacją bawełny w Luizjanie, za czasów niewolnictwa?
Przy okazji uczniowie mogą ma moich lekcjach pić, co robię także ja sam. Nie mam nic przeciwko temu, aby także jadły. Ustaliłem jedynie to, żeby robiły to w sposób dyskretny, a nie ostentacyjny rozkładając się z potrawami jak na pikniku. Najlepsze jest to jak odwiedza mnie inny nauczyciel na lekcji i widzę opadającą ich szczękę. Chyba przypomina sobie wtedy o swoim głodzie.

Szkoła Minimalna

poniedziałek, 23 września 2019

Wzorowy Uczeń

Wzorowy Uczeń.
Nie grzeczny i kulturalny, a ugrzeczniony.
Czy to nie radziecki pionier z czytanki z książki do nauki języka rosyjskiego? Układny, zawsze pomocny, ale przede wszystkim niewadzący, nie naprzykrzający się. Ugrzeczniony uczeń. Uczeń po prostu wygodny dla systemu.
To taki uczeń który ciągle mówi „tak jest prze panie profesorze” i robi to nie z naturalnego odruchu, a z chęci zdobycia tarczy Wzorowego Ucznia. To ugrzeczniona postawa. Nie grzeczna, a ugrzeczniona. Ugrzeczniony wygodny tryb systemu szkolnictwa, który nie sypie piasku w mechanizm.
Szkoła takiego Wzorowego ugrzecznionego Ucznia potrzebuje, bo podnosi rangę tej instytucji, która nie potrafi udowodnić swojej wartości innymi sposobami. Co gorsza szkoła ta handluje wartością tej nobilitacji, zawyżając sztucznie jej cenę. Tak np. daje się za te wydumane „zasługi” Wzorowego Ucznia, 3 punkty w rekrutacji za świadectwo z wyróżnieniem, daje znienawidzone przeze mnie Czerwone Paski.
Tak naprawdę ugrzecznione dziecko jest dla mnie problemem. To nie po prostu grzeczne, kulturalne zachowanie, a kalkulacja. Kalkulacja czy to zachowanie nie zniweczy szansy na otrzymanie odznaki Wzorowego Ucznia i Świadectwa z Paskiem. Istnieje też ryzyko, że zamaskowane zostaną wtedy emocje, na które jako wychowawca powinienem zwrócić uwagę. Bo cel uświęca środki.
Obecnie w dobie punktolozy coraz powszechniejsze są punktowe systemy oceniania zachowania w szkole. 5 punktów dodatnich za to i za tamto, 3 punkty ujemne za to, a 50 za straszliwe zbrodnie.
Wiem jedno. Dziecko zdrowe rozrabia, jest czasami uprzejme i grzeczne, dziecko ugrzecznione może maskować problemy. I jego ugrzecznienie jest po prostu nienaturalne i sztuczne.
Czy nie był zdrową osobowością, łobuz który nigdy nie był Wzorowym Uczniem, znany nam z lektury dzieciństwa, Tomek Sawyer? Tomek był czasami grzeczny, ale nigdy ugrzeczniony.
EDIT.
Spotkałem wielu łobuzów, którzy nigdy nie otrzymają odznaki Wzorowego Ucznia/Człowika, którzy mimo to są kulturalni i ludzcy.
Spotkałem też wzorowych perfekcyjnych ludzi, z którymi już nigdy w życiu nie chciałbym się spotkać, choć mieli dumnie przypiętą do klapy odznakę Wzorowy.
Ci drudzy byli wzorowi, bo jakiś zewnętrzny system, spowodował, że skutecznie zdobywali w takiej rozgrywce punkty. Cóż dobrzy stratedzy. Ale czy dobrzy ludzie?
Dlatego jestem przeciwnikiem oceniania zachowania.
Oraz istnienia odznaki Wzorowego Ucznia.
Bo niczego ona nie kształtuje prócz próżności.

Szkoła Minimalna

niedziela, 22 września 2019

Tylko 3 przedmioty

Trzy przedmioty w Szkole Minimalnej.
Komunikacja (język polski, wos, język obcy, psychologia, teatr, historia) - etos Człowieka.
Rzeczywistość (fizyka, chemia, geografia, biologia, technika oraz matematyka która jest językiem dla dziedzin poprzedzających) - etos Świata.
Rekreacja (nauka o wypoczynku i pięknie, wychowanie fizyczne, plastyka, muzyka, taniec, prace ręczne) - etos Ducha.
Egzamin ósmoklasisty i egzamin maturalny dobrowolne, ale z wszystkich dziedzin nauki i testów osobowości, tak aby absolwent miał w ręku mapę swoich kompetencji. Kompetencji których obecnie nawet nie jest świadomy. W rekrutacji na wyższe poziomy uwzględniać jedynie te egzaminy jako mapę kompetencji, bez pasków, średnich, wolontariatów i innego podlizywania się komukolwiek. Te egzaminy powinny wyglądać jak egzaminy na prawo jazdy. Zewnętrzne, zdawane w dowolnym momencie, z możliwością zdawania wielokrotnego bez odraczania na kolejny rok, a np. na kolejny tydzień. Tak aby nie było presji terminu, czy strachu przed porażką.
A wspomniane na początku TRZY PRZEDMIOTY.
Komunikacja jest ważna w naszym życiu jako ludzi. Czy jasno, poprawnie, logicznie, wyrażamy myśli, czy potrafimy te myśli zaprezentować w postaci treści pisanej, mówionej, deklamowanej. Komunikacja to też słuchanie, dyskusja, wymiana myśli. Obecny język polski pełni bardziej funkcję wychowania patriotycznego niż komunikacyjnego. Dlatego w komunikacji uwzględniam teatr i psychologię, aby rozumieć komunikację międzyludzką i używać jej praktycznie. Historia zaś powinna być pamięcią, czy ta komunikacja się przydała, czy też zawiodła i dlaczego?
Rzeczywistość to wszystko to co powoduje, że nie zostaniemy wyznawcami płaskiej Ziemi. Językiem jest tu matematyka, ale jedynie językiem nie przysłaniającym Rzeczywistości. Bynajmniej rzeczywistości szkolnej, bo na studiach można dyskutować o przestrzeniach Banacha czy Hilberta.
A Rekreacja?
Czyż nie żyjemy dla chwil przyjemności, relaksu, zafascynowania pięknem Świata?
Tak, Rekreacja powinna jedynie dawać przestrzeń na rekreację, bo tu nauki formalnej całkowicie by nie było. Jeżeli byś poznał na czym polega barok, to poznałbyś to przez przypadek. Jeżeli uwiódł by ciebie impresjonizm, czy strój naturalny zamiast temperowanego, to robiłbyś te rzeczy przez przypadek, mimochodem. Bo celem tego przedmiotu byłoby odbieranie piękna podczas Rekreacji.
Tak mogłaby być szkoła.
Czy taka być powinna?
Chociaż podstawówka do testu kompetencji ósmoklasisty.

Szkoła Minimalna

Migracja Szkoła-Sejm

Szturchnę politykę kijaszkiem.
Dlaczego w polskim Sejmie jest 20% posłów, którzy byli lub są nauczycielami? Czy nie ma tysięcy innych zawodów?

Ostatnio usłyszałem, że najliczniejszą grupą zawodową wśród posłów i senatorów są nauczyciele. Sprawdziłem to na stronach Sejmu. Faktycznie tak jest.
Usłyszałem także zdanie, że ci nauczyciele którym nie wyszło w nauczaniu, którzy się nie nadają do kontaktu z dziećmi, którzy są po prostu złymi nauczycielami, często migrują do instytucji zarządzania i kontrolowania oświatą. Bo czy pracownikiem kuratorium oświaty zostanie nauczyciel, który kocha dzieci i kocha je uczyć?
Pierwsze zdanie o posłach tłumaczy także to, dlaczego w Polsce jest tak źle. Bo jeżeli były nauczyciel, który nie sprawdził w szkole, przenosi złe cechy nauczyciela do innych zawodów, czy funkcji społecznych, czy może być dobrze?.
Tłuste sprawozdania i zamiłowanie do kserologii, brak empatii wobec innego człowieka, przeświadczenie o własnej nieomylności, kompletny brak umiejętności przyjmowania poleceń. Bo kto jak nie nauczyciele nie potrafią przyjmować poleceń, gdyż całe ich życie polegało na ich wydawaniu.
I tak jak narzekamy na nasze szkoły, że dzieje się w nich krzywda naszym dzieciom, tak później narzekamy, że dzieje się nam krzywda w naszym kraju.
Mam pewną intuicję, wewnętrzne przeświadczenie, że uda się Polskę wyprowadzić na wspaniałą prostą drogę do Gwiazd, jeżeli tylko zagłosujemy na kogokolwiek, kto NIGDY NIE BYŁ NAUCZYCIELEM.
Nie ważne jakie macie barwy polityczne, sprawdźcie kim jest kandydat na posła i senatora. Jeżeli był kiedykolwiek nauczycielem odrzućcie z definicji jego kandydaturę. Dlaczego? Bo ma cechy złego nauczyciela, który uciekł ze szkoły, bo nie lubił dzieci, nie lubił ich uczyć.
Głosujcie na wszystkich, byle nie na byłych nauczycieli!
Chyba, że chcecie w życiu społecznym kolejny raz usłyszeć „siadaj pała”, od nieudacznika nauczyciela, który może zostać dzięki Tobie posłem.

Marcin Stiburski
Szkoła Minimalna

sobota, 21 września 2019

Mafia podręcznikowa

Jest mafia paliwowa, jest mafia lekowa.

Ogromna kasa, niewyobrażalna, przepływa gdzieś obok i to nie rząd traci, bo za Margaret Thatcher należy powiedzieć, że rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy, a to tracimy MY z naszych portfeli.

Koleją mafią, która obraca ogromnymi pieniędzmi jest MAFIA PODRĘCZNIKOWA.

Sprawdźcie w drukarniach tzw ON-LINE jaki jest koszt wydrukowania książki 100-200-stu stronicowej, to około 6-7zł, teraz dodajcie marżę, a później uwzględniając te liczby pomyślcie o 5 milionach uczniów.

Nie zapominajcie jeszcze o tym, że każdy uczeń uczęszcza na 8-10 przedmiotów.

Pomyślcie o podręcznikach, o zeszytach ćwiczeń i o tym, że co kilka lat zmienia się podstawa programowa (ciekawe czy nie pod wpływem mafii podręcznikowej?), wymuszając wydanie kolejnych wersji tego samego podręcznika, aby był zgodny z nową podstawą. Czy zmieniła się w tym czasie grawitacja, data bitwy pod Grunwaldem, czy lewobrzeżne dopływy Wisły?

A gdy zabraknie tego wspaniałego wydanego na kredowym ciężkim papierze, krzykliwie kolorowego, przekombinowanego podręcznika, nauczyciele wpadają w panikę i KSERUJĄ, KSERUJĄ, KSERUJĄ 1000 stron i dają je uczniom.

Ale prócz wątku mafijno-finansowego i KSEROLOGII SZKOLNEJ, chcę coś powiedzieć o stylu nauczania przez nauczyciela. Stylu który wpływa na umiejętności pisania ucznia, na umiejętności notowana ważnych elementów, stylu który powoduje znużenie samego nauczyciela, oraz stylu wpływającego na zdrowie kręgosłupów naszych dzieci.

W tym moim pierwszym roku nauki w szkole, dowiedziałem się, ze istnieją PODRĘCZNIKI DLA NAUCZYCIELA. Oczywiście także wydawane w nowych wersjach wraz ze zmieniającą się podstawą programową.

Przejrzałem taki podręcznik i załamałem się. Jest to książka dla MAŁPY, którą przyuczamy do funkcji stania przed klasą, aby gdy nauczy się na pamięć treści z takiego podręcznika nauczyciela, poprowadzi WZORCOWĄ LEKCJĘ.

Czyli mamy MAŁPĘ, która dzięki podręcznikowi nauczyciela jest WZORCOWYM NAUCZYCIELEM. Ale czy staje się wtedy lepszym człowiekiem?

Czy nie na tym powinna polegać moja rola jako nauczyciela, aby korzystając jedynie z podpowiedzi wyłącznie JEDNEGO ZDANIA TEMATU LEKCJI, tą lekcję poprowadzę w sposób ciekawy i pomysłowy?

Nie chcę być małpą przed uczniami, a żywym człowiekiem, który mając pasję do danego przedmiotu pokazuje, że można tą wiedzą emanować.

Jestem wychowany na sposobach nauki z lat osiemdziesiątych, kiedy najważniejszym wyposażeniem ucznia był zeszyt w kratkę lub w linie. Ówczesny podręcznik, którego treść nie zmieniała się przez dziesięciolecia był wtedy pomocny, bo nie było wtedy Internetu. Podręcznik dla ucznia powinien być jedynie leksykonem, encyklopedią zagadnień, dostosowaną do poziomu rozwojowego ucznia.

Dzisiaj podręcznik to kalejdoskop kolorowych, przekombinowanych treści, to kredowy ciężki papier, to zmiany tego podręcznika co 2-3 lata. To zeszyty ćwiczeń, w który uczeń uczy stawiać się znak X lub PTASZEK. Super umiejętność dla naszych dzieci, nieprawdaż! Chyba wyborczych!

Dzisiaj to jest też podręcznik dla nauczyciela małpy, który w sposób automatyczny, powtarzalny, poprowadzi lekcję idealną.

Dlatego na moich lekcjach najważniejszy jest zeszyt ucznia, wypełniany ręcznie, a podręczniki które otrzymali ze szkoły, każę im trzymać w domu i je tam jedynie przeglądać jeżeli zabraknie im pomysłu na zdobycie wiedzy. Gdy leżą te podręczniki w domu, to także kręgosłupy dzieci mówią „dziękuję”.

Dlatego podręcznik/poradnik dla nauczyciela odrzuciłem możliwie daleko, aby nie obrzydzić sobie przyjemności tłumaczenia 1000 raz tego samego w 1000-ny możliwy sposób.

Marcin Stiburski

Szkoła Minimalna

Słuchajcie uczonych.

Wykorzystuję zdjęcie ze strajku klimatycznego (Foto: Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz).
Ale.
Treść tego plakatu mówi o czymś więcej niż zmianach klimatycznych.
Wystarczy dodać TAK.
I zamiast:
Dlaczego każecie się nam uczyć, jeżeli nie słuchacie uczonych?
Będzie:
Dlaczego każecie się nam TAK uczyć.......?

Każemy uczyć się w szkole w sposób, o którym już kilka pokoleń naukowców zajmujących się psychologią rozwojową, naukowców badających mechanizmy pamięci, naukowców badających wpływ stresu na zdrowie, naukowców zajmujących się wpływem statycznych pozycji na zdrowie układu kostno stawowego, trąbi i trąbi, jakie te sposoby są szkodliwie dla naszych dzieci.

Uczymy nasze dzieci w sposób szkodliwy, nieefektywny, niszczący, męczący, destrukcyjny, zniechęcający do samodzielności, depczący zalążki kreatywności, blokujący grupowe rozwiązywanie problemów.

Cały czas mam przekonanie, że romantyzm z mesjanizmem i przekonaniem o naszej wyjątkowości i zamiłowaniem do ginięcia za innych jest największą zmorą naszego narodu. To powoduje, że gloryfikujemy znój i cierpienie, klęczenie na grochu, a nie dostrzegamy bardziej pomysłowych i efektywnych sposobów docierania do celu.

Bo cel można osiągnąć na 1000 sposobów i to od nas zależy, czy osiągniemy go w sposób niekrzywdzący dla nas.

Jesteśmy narodem pomysłowym i kreatywnym, któremu jeżeli pozwoliłoby się realizować według naszych wewnętrznych intuicji, to gwarantuję Wam, że pierwszym człowiekiem na Marsie byłby Polak.

Od nas zależy czy tak się stanie. Ja wierzę, że to jest możliwe.

Szkoła Minimalna

czwartek, 19 września 2019

Cenniesze od złota

Chaos w dokumentacji, papierologia, duble dokumentów, coroczne wypełnianie tej samej makulatury.
Dlaczego szkoły i edukacja są tak koszmarnie, nieprzejrzyście zarządzane i giną w papierologii?

Gdy odwiedzam pomieszczenie jakiejkolwiek księgowej, to widzę tam równe segregatory, idealnie opisane, żadnych stert nieopisanych dokumentów, atmosfera wręczy zakonu mnichów.

Dlaczego jest tu taki porządek w dokumentach?
Odpowiedź jest jakże prosta i oczywista.

Kasa, pieniądze, pieniążki.

Gdy się tu cokolwiek odpuści, można mieć nie lada problemy z prawem, z wierzycielami.

W szkole pieniążków nie ma, są za to nasze dzieci. Dlaczego, gdy chodzi o pieniądze potrafimy zachować racjonalność w zarządzaniu, porządek w dokumentach, a gdy chodzi o nasze dzieci tak się nie dzieje.

Niestety szkoły, toną w chaosie papierologii, chaosie budowanym niefrasobliwie, przez zarządców systemu edukacyjnego na różnych poziomach, jakby te nasze dzieci nie były faktycznie cenniejsze od pieniędzy.

Nie ma tu klarownych procedur, prowadzących do celu jak po sznurku, nie ma prostego arkusza kalkulacyjnego księgowej, w której odhacza się kolejne checkpointy.

A dlaczego tak jest?

Moja teza jest taka, że systemem edukacji w Polsce na wszystkich jego szczeblach zarządzają nie księgowi, nie pracownicy sektora analityczno-finansowego, ale byli nauczyciele.

Nauczyciele przyzwyczajeni do tworzenia tłustych opracowań do awansu zawodowego, nauczyciele przyzwyczajeni to kserowania wszystkiego co się rusza w szkole i przez to odpowiedzialni w największym stopniu do wycinki lasów. Nasiąknęli oni tą chaotyczną atmosferą szkoły, jakże inną od uporządkowanej atmosfery księgowości.

Nie ma tu dokumentu syntetycznego, typowo księgowego, a setki kser, setki przydasiek papierowych.

To dotyczy i dokumentacji szkolnej, ale także programów nauczania.

Dla eksperymentu proszę otworzyć jakikolwiek szkolny dokument, czy też pobrany z wydawnictw program nauczania w wersji edytowalnej i proszę włączyć widoczność wszystkich znaków.

Zakładam się, że zawsze znajdziecie np. pozycjonowanie tekstu wciśniętą spacją (…………), co z definicji uniemożliwia sprawne edytowanie dokumentu. To taki malutki przykład nieksięgowiego podejścia do dokumentacji. A to wierzchołek góry lodowej edukacyjnego bałaganu.

Dopóki całym systemem edukacji nie będą zarządzać osoby o mentalności dobrej księgowej, analityka finansowego, dopóty będziemy grzęznąć w chaosie dokumentacji, corocznym wypełnianiu tych samych dokumentów i brakiem czasu dla naszego złota, naszych dzieci.

A nauczycielom zarządzanym przez księgowe, pozostanie wtedy jedynie uczyć.

Czy tego przypadkiem nie chcą wszyscy nauczyciele?

To dla dobra naszego złota, naszych dzieci.

Marcin Stiburski

Szkoła Minimalna

środa, 18 września 2019

Ciekawość

Zapytano mnie w pokoju nauczycielskim, czy w dalszym ciągu folguję uczniom, podczas nauki fizyki. Czy będę dalej stawiał jedynie 6, czy nie będę zadawał prac domowych, czy sprawdziany będą takie jakieś niestandardowe i łatwe?

Z racji tego, że było to kilku nauczycieli, od razy przeszedłem do kontrataku. Zapytałem się ich o kilka tematów z zakresu fizyki z podstawy programowej szkoły podstawowej, w której bądź co bądź, wszyscy w niej uczymy. Spytałem się czy coś z tego pamiętają, czy rozumieją to o co ich pytam.

Z racji tego, że była to luźna rozmowa, ograniczyło się do stwierdzeń, „wiesz fizyka to taki trudny przedmiot”, „my jesteśmy humanistami”, „zapomnieliśmy już te treści”.

To ja się pytam, jaka była u nich ta fizyka.

I oczywiście według ich relacji, były oceny niedostateczne i dostateczne, były sprawdziany, były prace domowe.

I podsumowałem to tak, że skoro te elementy były obecne w ich edukacji i te elementy doprowadziły ich do obecnej totalnej niewiedzy fizycznej, to widocznie te elementy systemu edukacyjnego zawiodły.

To w takim razie, czy nie należy z nich zrezygnować i stosować negację takiej formy edukacji?

Dlatego dalej będę stawiał 6, dalej nie będę zadawał prac domowych, a sprawdziany będą niestandardowe takie, które nie wywołują pocenia się dłoni.

A uczniowie na moich lekcjach, najważniejszą rzeczą którą się uczą, a którą się oduczyli w szkole jest CIEKAWOŚĆ. Ciekawość, którą mieli idąc do szkoły w wieku siedmiu lat, a którą utracili już w wieku lat ośmiu.

Marcin Stiburski

Szkoła Minimalna

poniedziałek, 16 września 2019

Wizyta pod tablicą

Gdzie jest ten stres przy tablicy?

Pamiętacie jak czuliście się kiedy wywoływał Was nauczyciel, abyście wystąpili przy tablicy i rozwiązali tam zadanie przed klasą. Co czuliście w brzuchu, jak pociły się Wam ręce, czy drżał Wam głos. Jak reagowała klasa, na Wasze błędy?

Czy występ przy tablicy musi być tak stresujący?

Zaproponowałem swoim uczniom inną formę tego występu.

Zadałem sobie pytanie, czy musi być to jeden uczeń, czy musi on tłumaczyć swoją wiedzę jedynie nauczycielowi.

Znalazłem odpowiedź. Zaprosiłem do tablicy uczniów hurtowo, najpierw po dwóch, potem po trzech, ostatecznie po tylu ilu wygodnie zmieści się przy tablicy.

Każdemu dałem coś do pisania, każdemu powiedziałem, aby znalazł sobie przestrzeń na tablicy na której będzie zapisywać swoje przykłady, każdego poinstruowałem, aby tłumaczył koledze obok, oraz aby kolega obok sprawdzał zapisy innego kolegi.

I to się dzieje, jeden myśli patrząc u sufit, drugi spiera się o wynik z kolegą czy koleżanką.

Konsultują się wzajemnie. Ja w tym momencie wcale nie jestem potrzebny.

Najpierw nieśmiało, powoli, a później utrzymujący się las rąk tych którzy czekali w kolejce do tablicy. Oczywiście jest gwar. Ale czy warto dla takich chwil oczekiwać ciszy?

Gdy padają pytania z klasy „Czy mogę jeszcze raz pójść do tablicy?” to myśli sobie człowiek, że tablica nie jest taka straszna.

W tą metodę weszli też uczniowie nieśmiali, ośmieleni masowością wydarzenia.

W pomyśle tym jest jeszcze coś fajnego.

Nie pozwalam uczniom zmazywać swoich przykładów.

Na końcu pokazuję im ich wspólną pracę. Wykonali kawał dobrej roboty.

Proszę na koniec, aby przepisali po kilka ulubionych przykładów w zeszytach.

Na kolejnej lekcji też będę miał wesoły wianuszek uczniów przy tablicy.

Marcin Stiburski

Szkoła Minimalna

Checkpoint

Mamy w polskiej edukacji dwa państwowe punkty kontrolne, checkpointy, może trzy jeżeli uwzględnimy test gotowości szkolnej sześciolatka. Tymi dwoma punktami jest egzamin ósmoklasisty i egzamin maturalny. Ich cechą jest to, że są to egzaminy zewnętrzne sprawdzane w Okręgowych Komisjach Egzaminacyjnych.

Jak to z checkpointami bywa, na przykład w żeglarstwie, to najważniejsze jest aby je zdobyć, zaliczyć. Droga dotarcia do nich nikogo nie obchodzi.

Czy halsujesz w ten czy w tamten sposób, to ważne jest czy zdobędziesz checkpoint, a nie to jak do niego dopłynąłeś. Prosta droga nie zawsze jest najlepsza, gdyż można wyznaczyć ją przez oko cyklonu. A czasami warto zwolnić i obejść cyklon, zachowując życie załogi i gwarantując spokojniejszy rejs.

I tak naprawdę to samo dotyczy szkoły, mimo że się wydaje, że jest inaczej. Wydaje się nam, że pewne elementy szkolne są takie, bo takie być powinny. Mylimy się. System oczekuje od nas dotarcia do checkpointu i dokonania pomiaru. Nikt tej drogi dokładnie nie zdefiniował, nikt nie nakazuje poruszać się jedynej zatwierdzonym szlakiem. Możemy odważniej wybierać drogi, mimo że otoczenie widzi jedynie jedną tradycyjną drogę.

Otoczenie widzi roczniki, klasy, lekcje 45 minutowe, oceny po kilka w semestrze, oczywiście i same semestry także są tradycją. Otoczenie widzi, nauczyciela wykładowcę. Otoczenie widzi tradycyjnie dzwonki wiercące dziurę w mózgu, wywiadówki, rady rodziców i rady pedagogiczne.

To wszystko jest jedynie jedną z tysięcy możliwych dróg pomiędzy checkpointami. Tylko nam się wydaje, że to droga jedynie możliwa.

Zapytano mnie ostatnio, czy ucząc czwartą klasę matematyki, między innymi mnożenia w pamięci, pamiętam o dobrym przygotowaniu ich do egzaminu ósmoklasisty. Egzaminu, który odbędzie się dla tych dzieci za pięć lat. Już teraz powstaje lęk, bo może obecnie trochę dryfuję, może jest flauta, a może chcę odbić od kursu na checkpoint, aby zobaczyć piękną rafę kilka mil na zachód.

W naszych głowach, te wszystkie elementy systemu, które uznajemy za jedynie możliwe, stały się dla nas małymi checkpointami, które z księgową skrupulatnością chcemy odhaczać.

Czekający moich uczniów checkpoint jest za pięć lat. Pozwólmy płynąć do niego zgodnie z naszymi możliwościami, z możliwościami całej załogi i pogodą którą daje nam świat. A wtedy rejs nasz nie będzie orką na ugorze, a przyjemnością. Raz zdryfujemy, a raz pogonimy bo wiatry będą nam sprzyjać.

Tylko nie wariujmy i nie oceniajmy punktami każdej wachty, każdego halsu naszego jachtu w drodze do checkpointu.

Na początku wymieniłem elementy szkolne, które wydają się nam jedynymi możliwymi cechami szkoły. Może być inna droga na morzu edukacji, inna halsówka.

I tak, można uczyć w naturalnych grupach wielorocznikowych, dobierających się tematycznie, może być dowolna długość zajęć, może nie być ani jednej oceny, a te które są wymagane są zamienione zawsze na ocenę 6, może być nauka ciągła w ciągu całego roku, bez wydzielenia ferii i okresu wakacji, może nie być także nauczyciela, bo jego rolę może przejąć starszy kolega. Może nie być żadnych hałaśliwych urządzeń odmierzających jakiś rytm nauki. Może być ciągły kontakt z rodzicami, a wręcz współudział ich w nauczaniu dzieci.

To jedna z tysięcy możliwości.

Różnych możliwości w dotarciu do wyznaczonych checkpointów.

I życzę każdemu odnalezienia swojej własnej możliwej drogi, których na oceanie edukacyjnym jest nieskończenie wiele.

I nie mówcie mi, że się nie da. Bo już jest wystarczająco dużo przykładów tych co popłynęli inną drogą. I oni pokazali, że jest to możliwe i że nikt ich za taki wybór nie zastrzelił.

Marcin Stiburski

Szkoła Minimalna

niedziela, 15 września 2019

Oszczędźcie im każdej godziny

Przychodzi do Ciebie szef i mówi, że od dzisiaj będziesz pracował w pracy 3 godzinny więcej tygodniowo, oraz informuje Ciebie, że nie będzie wypłacał Ci za te 3 godziny żadnego wynagrodzenia.
Jak reagujesz? Jak użalasz się nad sobą? Każą to robisz, ale czy chcesz? Czy przynosi do Ci satysfakcję?
A teraz pomyśl o swoim dziecku. Ma już w szóstej, w siódmej i ósmej klasie 34-35 godzin lekcyjnych tygodniowo, a Ty przychodzisz do niego i mówisz: „Będziesz pracował dodatkowe 3 godziny więcej w tygodniu”.

Tak drodzy rodzice to właśnie robicie.
Zapisujecie swoje dzieci na dwie godziny religii lub etyki i jedną godzinę WDŻ.
I Wasze dziecko dzięki Wam ma zamiast 34, 37 godzin, a zamiast 35, 38 godzin tygodniowo.
Uwierzcie mi na słowo, Ci z Was którzy są wierzącymi katolikami.

Chodzenie na religię nie przeszkodzi w tym, aby Wasze dzieci przystąpiły do sakramentu bierzmowania. Przeczytajcie Prawo Kanoniczne Rozdział III: Przyjmujący bierzmowanie (889-891). A nasz Kościół Katolicki nie chcąc stracić owieczek, przystanie na Waszą rezygnację z zapisania dzieci na lekcje religii. A po prostu wychowajcie swoje pociechy w swojej wierze w domu.

Może się boicie, że Wasze dziecko bez lekcji religii nie będzie mogło wziąć ślubu kościelnego. To też kolejny mit. Wiele osób bez świadectw z religii przystępuje swobodnie do ślubu kościelnego.

A WDŻ.
Litości nie bądźcie naiwni. Jest internet i Wasze pociechy mając 10-12 lat wiedzą o seksie więcej niż Wy.
To Waszą rolą jest, aby gdy dziecko ma 6-7 lat zacząć z nim rozmawiać o tym co może i na pewno znajdzie w internecie. Jak nie u siebie w domu, to w domu kolegi lub koleżanki.
Rozmawiajcie ze swoimi dziećmi o seksie wcześniej. Rozmowa z dzieckiem w wieku 15 lat jest groteskowa.

Także apeluję do Was, wypiszcie swoje dzieci z tych trzech godzin lekcyjnych.
Są to godziny darmowej pracy i tak w bardzo mocno przeciążonym życiu młodego człowieka.
Nie bądźcie jak ten szef wspomniany na początku.



Marcin Stiburski
Szkoła Minimalna

sobota, 14 września 2019

Czarna D


Dzieci muszą mieć informatykę i algorytmy,
dzieci muszą mieć filozofię i logikę,
dzieci muszą mieć fizykę i ciepło właściwe,
dzieci muszą mieć matematykę i trygonometrię,
dzieci muszą mieć język polski i części zdania,
dzieci muszą mieć geografię i złoża bogactw naturalnych,
dzieci muszą mieć biologię i serce żaby,
dzieci muszą mieć wychowanie do życia w rodzinie i nudne pogadanki,
dzieci muszą mieć …..

Ile Ty musisz mieć różnych zajęć?
Czy nie można zamienić słowo muszą na słowo mogą?
Zbierają się nad głowami dzieci różni eksperci i ustalają, musicie mieć to i to, i to, i tamto oraz tamto.
Nie ma kompromisu.
Te wszystkie elementy są według ekspertów niezbędne, bez nich nie będziecie tak wspaniałymi ludźmi jak MY EKSPERCI!!!
Twórcy podstawy programowej to najwięksi megalomani na świecie. Dla nich nie ma kroku w wstecz, dla nich „moje jest niezbywalne”.
I powstaje podstawa programowa, która przerasta indywidualnego małego, młodego człowieka.
I siedzi ten młody człowiek w tej instytucji zwanej żartobliwie szkołą po 6, 7, 8 godzin i kolejne 2, 3 spędza nad zadaniami w domu.

W piątek wyszedłem ze szkoły o 15:30, a na korytarzu spotykam smutnych ósmoklasistów bo będą mieli jeszcze historię.
Tak. Uczniowie spędzają w szkole więcej godzin niż nauczyciel pracujący na cały etat.
Ósma klasa ma 38 godzin lekcyjnych tygodniowo. To jest ich ETAT.
Ja pracując na cały etat mam 30 godzin lekcyjnych i 3 godziny zegarowe dyżurów tygodniowo.
I uczniowie i ja pracujemy jeszcze w domu.
Wiem, że uczniowie pracują w domu więcej niż ja.

Dopóki uczniowie uczący się na cały etat, będą w szkole spędzać więcej niż nauczyciele pracujący na cały etat, to będzie źle.
 
I albo nauczyciele na pełen etat powinni pracować tyle ile pracują na cały etat ich uczniowie, albo uczniowie powinni pracować na cały etat tyle ile pracują ich nauczyciele.

Inaczej marny nasz los.
„Ludzie ludziom zgotowali ten los” - pamiętam do dziś Medaliony Nałkowskiej.
Ale na końcu będzie tak, że „Rozdziobią nas kruki w wrony”.

Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

Pasażer kierowcy wie lepiej

Za zgodą autorki wpisu Tatiany Maćkowiak z grupy Rodzice Nastolatków wklejam tu jej fenomenalny wpis o umiejętnościach ucznia weryfikowanych przez "egzaminatora-nauczyciela".
----
Jestem naprawdę dobrym kierowcą. Prowadzę samochody od ponad ćwierć wieku. Duże, małe, ciężarówki, automaty, manuale, w trasie i po mieście, w Polsce i za granicą, również w kompletnie nieznanym terenie. Naprawdę umiem prowadzić. Jeżdżę spokojnie i pewnie i na luzie zrobiłam już kilkaset tysięcy km. Parkować też umiem, na 10 cm z przodu i z tyłu. 🚗🚗🚗 No po prostu jestem dobrym kierowcą.😎
A dziś rano jadąc po mieście z moim mężem zaobserwowałam taką właściwość: Ja prowadzę a on jakoś dziwnie wpadł w tryb: „prawy pas”.. „czerwone”.. „zielona strzałka”.. „on ma pierwszeństwo”.. „uważaj!”A ja...?
Z każdą jego „podpowiedzią” głupiałam coraz bardziej. Traciłam koncentrację, zaczynałam słuchać mojego „pilota” zamiast myśleć i obserwować drogę.
Popełniałam coraz więcej błędów, w końcu zgubiłam drogę (którą znałam!!!)..😱, a na końcu nie umiałam zaparkować!
🤦‍♀️ Poprawiłam się z 5 razy i to był moment, w którym wydałam mojemu mężowi kategoryczny zakaz komentowania mojej jazdy. 🤬
Po załatwieniu sprawy, wróciłam prowadząc do domu spokojnie i bez stresu pokonując to straszne miasto bez słowa „wsparcia” od mojego życiowego nawigatora i bez najmniejszego problemu.. 😁👍
Dlaczego piszę o tym na grupie dla rodziców?
Pamiętam jak katowałam moje dziecko wspólnym odrabianiem lekcji i pokazywałam mu palcem: „zobacz, teraz musisz pomnożyć to razy to, i to odjąć, nie to, tylko to obok, no licz!! Jak ci mówiłam? No przecież to jest łatwe!”,a młody totalnie nie ogarniał co się w tych zadaniach dzieje.
Frustrowało mnie to okropnie i kiedyś zapytałam wkurzona: „dlaczego ty nie możesz po prostu zrobić tego sam??” a on mi wykrzyczał:
„NO BO TY MI CIĄGLE PRZESZKADZASZ!!!”.
Wtedy się obraziłam na niego no bo przecież ja mu POMAGAŁAM!!! No i przecież to było łatwe. Dopiero po kilku dniach przemyślałam i wróciłam do niego z propozycją: „po prostu spróbuj to zrobić sam, jeśli nie – poszukaj podpowiedzi na youtube’a, a jeśli dalej będziesz potrzebował wsparcia to mnie zawołaj – przegadamy jeden konkretny przykład i się oddalę”
I wiecie co się stało?
Jak przestałam naciskać (również na czas): „już? Jeszcze? Długo jeszcze? No ile można! Daj-pomogę ci! To takie trudne?” tylko przeszłam na system: „chcesz herbatę?” to on po jakimś czasie po prostu nauczył się uczyć.
Nie od razu – trochę to zajęło, ale prawda jest taka, że ja dopiero dziś w tym samochodzie zrozumiałam jak bardzo mu przeszkadzałam „pomagając” w odrabianiu lekcji..🤦‍♀️🤦‍♀️🤦‍♀️
 
Tatiana Maćkowiak

środa, 11 września 2019

8 godzin

„Jak bardzo chciałabym w szkole jedynie uczyć”. Takie zdanie usłyszałem od emerytowanej nauczycielki na niedawnej radzie pedagogicznej, która z racji wakatów w szkołach podjęła ponownie pracę.

Tak uczenie jest naprawdę przyjemne i jest tą czynnością, która nas wabi do tego zawodu. Mnie również. Całe życie pracowałem jako administrator sieci komputerowej w urzędach skarbowych i trochę jako serwisant różnych elektroniczno mechanicznych urządzeń, ale uczenie okazało się na tyle przyciągające, że rok temu zostałem nauczycielem.

Z racji tego, że nawet nie jestem nauczycielem stażystą, wybrałem szkołę bez karty nauczyciela. Jest publiczna, dzieci mają naukę bezpłatną, ale ja jestem zatrudniony zgodnie z kodeksem pracy.

I mam w tej chwili 30 godzin lekcyjnych przy tablicy (45min) i 3 godziny zegarowych dyżurów na przerwach, oraz prowadzę edukację morską w tzw zespole.

Tak, w sumie, to gdy popatrzę na mój plan, to jest jedynie 28 godzin zegarowych tygodniowo.

Plus jakieś 6 rad pedagogicznych rocznie, oraz 6 spotkań z rodzicami.

Wieczorami odpalam librusa i czytam korespondencję, która zwyczajowo nauczyciele lubią pisać popołudniami. Sam wysyłam jej trochę do rodziców i do tych nauczycieli, którzy pominęli sprawdzanie obecności w klasie, w której jestem wychowawcą.

Całe życie byłem przyzwyczajony do pracy 40 godzin tygodniowo oraz popołudniami do myślenia czasami o pracy.

I wiecie co.

Mimo, wszechobecnego chaosu w szkole, tysięcy papierów, zwyczajowego tworzenia dupochronów, opinii i orzeczeń uczniów, które się wylewają z segregatorów, to pracuję zdecydowanie lżej niż kiedykolwiek wcześniej.

A co słyszę w pokoju nauczycielskim? Że jestem frajerem, który wziął 30 godzin lekcyjnych na barki. Kiedy to ja będę miał czas na dom? Jakoś jest teraz 8 rano, a ja piszę ten wpis siedząc w domu z kawą, kiedy to kilka lat temu już od pół godziny świadczyłem pracę dla pracodawcy.

Gdy kilka dni temu, siedziałem w pokoju nauczycielskim o 16:10 (straszne!) i czytałem orzeczenia, wszedł jeden z nauczycieli i zagadał mi chyba zwyczajowo, jak to jest nienormalne pracować w szkole o 16, takie zwyczajowe narzekanie. Gdy odpowiedziałem mu, że czuję się wyjątkowo komfortowo, bo jeszcze nigdy w życiu nie wychodziłem tak wcześnie z pracy i przez dziesiątki lat o 16 robiłem ostatnie kopie zapasowe danych w urzędach skarbowych, to myślałem że ze zdziwienia zejdzie i będę musiał go reanimować.

Tak w szkołach jest za dużo chaosu, za dużo dupochronów, za tłuste są sprawozdania.

Nie wiem dlaczego, ale zdecydowana większość stosuje się do zasad opisanych we wpisie o dupochronach. Więcej kartek, więcej treści, grubsze segregatory. Wtedy docenią moją pracę.

Dla przykładu opiszę tu orzeczenia dzieci.

Orzeczenia opisują trudności edukacyjne dzieci i zalecenia. Niestety są pisane językiem beletrystycznym. Piszą je orzecznicy, którzy są mentalnie także nauczycielami.

I powstają tłuste segregatory po kilkadziesiąt stron dla jednego ucznia.

Uczniów z orzeczeniami i opiniami pedagogicznymi jest obecnie w szkole ok. 7% populacji. I w pokoju nauczycielskim jest ok. 10 naprawdę tłustych segregatorów zapisanych kartka w kartkę beletrystyką nauczycielską.

Jestem fizykiem, mentalnie technikiem. Naprawdę można o każdym uczniu z trudnościami napisać pół stronicową tabelkę zaleceń. Niech ta tłusta dokumentacja będzie u pedagoga szkolnego, ale dla nauczyciela, który uczy przedmiotu niech pozostaną równoważniki zdań, to i to i to jest niezbędne.

Wtedy i przyswojenie będzie skuteczniejsze i ogromna korzyść dla ucznia. A zamiast 10 tłustych segregatorów, będę miał do przeczytania 30 stron tabelek dla uczniów całej szkoły. I co najważniejsze, zapamiętam to i będę stosował.

A tak uprawiana jest fikcja przyswajania tej tłustej informacji i podpisywania tabelek na początku tych segregatorów przyjęcia ich treści do wiadomości.

„Jak bardzo chciałabym w szkole jedynie uczyć” - to zdanie z początku.

Nauczyciele przez swoje przyzwyczajenia tworzenia tłustych sprawozdań, tłustych prezentacji, tłustych opinii, tłustych wniosków o awans, sam nie wiem jeszcze jakich innych tłustych rzeczy, robią sobie kuku.

Brakuje tu syntetycznego myślenia, kwintesencji.

Gdy zdejmą z siebie to co sami na siebie narzucili, czyli jałowe, tłuste, puste kalorie edukacyjne, to będą mieli ogromnie dużo czasu na jedynie uczenie w szkole.

A jest ono bardzo przyjemne. I uwierzcie mi, po 20 latach bycia informatykiem, 30 godzin pensum nie jest dla mnie kompletnie wyczerpujące.

Jestem nauczycielem z przypadku i patrzę na to świeżym okiem. Wybaczcie, że zbyt kategorycznym.


Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

niedziela, 1 września 2019

Korposzczur

Obowiązkowa lektura także dla nauczycieli.
Żyjemy w swojej własnej Korporacji, ze swym własnym oryginalnym językiem, dziwnymi zachowaniami, bezsensownymi szkoleniami, długimi zebraniami. Tworzymy w tej Korporacji piekło sami dla siebie oraz dla naszych uczniów.

Jak w każdej korporacji mamimy siebie i uczniów mitem wielkiego sukcesu życiowego, którego będziemy uczestnikami, jeżeli sumiennie będziemy wykonywać polecenia Korporacji.

Rozsądek podpowiada, że korporacyjne sny, to jedynie ułuda uporządkowanego chorego świata bardzo odległego od RZECZYWISTOŚCI.

Bo rzeczywistość to rzemieślnik, mistrz w swoim fachu, który pracuje na styku z klientem końcowym, jak szewc i człowiek chcący poprawić cholewkę. Rzeczywistością nie jest korposzczur, którego oczy przysłonięte są rankingami, sprawozdaniami, wytycznymi, tabelkami, referencjami, które to elementy nie są rzeczywiste i nie trafiają do rąk rzeczywistego klienta końcowego, a to kolejnej nadrzędnej zbiurokratyzowanej korporacji, która żywi się tymi rankingami, wytycznymi i sprawozdaniami.

Jesteśmy Korposzczurami.


Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna