Szukaj na tym blogu

29 marca 2019

BEZ


BEZ.
Bez czego/kogo można się obyć w systemie edukacji?
BEZ Ministerstwa Edukacji.
BEZ Posłów.
BEZ kuratoriów.
BEZ szkół.
BEZ nauczycieli.
BEZ kościoła.
BEZ wyznaczających cele rodziców, wmawiających jakieś ambicje.

Edukacja nie może się jedynie obyć BEZ UCZNIA.
Aby działał minimalny system edukacji wystarczy UCZEŃ.
Jedynie sam UCZEŃ. Bo to uczeń się uczy.
A cała reszta winna się kręcić wokół niego.
Albo musi zniknąć.

Niestety systemy mają to do siebie, że w pewnym momencie rozrostu, system nie potrzebuje podmiotu dla którego został powołany. Pracy wewnętrznej ma tak dużo, że PODMIOT mu wręcz w tym przeszkadza. I PODMIOT staje się niepotrzebnym przedmiotem, którego należałoby się pozbyć.

Uważam, że głównym zadaniem wychowawcy, gdziekolwiek by on nie był, jest wyzwolenie motywacji wewnętrznej.
Bo do czego innego wychowujemy nasze dzieci jak nie do SAMODZIELNOŚCI.
BEZ...
 
Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

27 marca 2019

MEN - nawiązując do pisma

Zbieram zespół pisarzy do MEN.
Oraz drugi zespół podpisywaczy listów do MEN.
Pierwszy zespół kilkuosobowy, abyśmy się nie zadyskutowali nad składnią zdań.
Drugi maksymalnie wielki, aby podpisów była masa pod stworzonym pismem.
Warunkiem przystąpienia do zespołów jest posiadanie Profilu Zaufanego.
Profil Zaufany można zrobić w pięć minut przy pomocy bankowości elektronicznej jeżeli macie konta w jednym z 10 banków, które wspierają ten system.
To Tmobile, PKO BP, Inteligo, Santander, PKO SA, mBANK, ING, Envelo, Millenium, Alior.
https://pz.gov.pl/pz/index

Profil Zaufany oferuje masowe podpisy, bo zakładając w koncie inny podmiot mogę do niego zaprosić innych użytkowników. Wtedy jest możliwość podpisania masowego jednego dokumentu.
Oczywiście pomogę przeprowadzić przez ten proces osoby słabiej odnajdujące się w świecie informatycznym.

Najpierw spróbujmy dla testu tej metody oddziaływania społecznego, odpisać na pismo dotyczące likwidacji średniej ocen jako czynnika klasyfikującego.
Szukam osób umiejących wyszukiwać brednie urzędnicze, do których można się odnieść w odpowiedzi. Fajnie byłoby cytować paragrafy. One są tym co urzędnicy lubią najbardziej.

Mimo, że grupa jest otwarta osobiście nie widzę przeciwwskazań, aby to odbywało się w osobnym wątku. Ale też możemy założyć osobną grupę FB lub robić to jako grupa Messengerowa.

Tu link do pisma do MEN.
https://www.facebook.com/groups/2009000565845242/permalink/2143081515770479/

Tu odpowiedź z MEN.
https://www.facebook.com/groups/2009000565845242/permalink/2194363700642260/

Załączam w komentarzach także odpowiedź z jednego z kuratorium, do którego także wcześniej pisałem w tej sprawie.

25 marca 2019

Mój pierwszy postcast

Pierwszy w życiu postcast. Oceńcie sami, czy nawijałem ciekawie o Szkole Minimalnej.
Dziękuję za gościnę Plan daltoński.

YouTube
Szkoła minimalna - rozmowa z Marcinem Stiburskim

Odpowiedź MEN na petycję.



Otrzymałem odpowiedź od MEN na pismo "petycję" dotyczącą likwidacji średniej wszystkich ocen jako czynnika wpływającego na klasyfikację ucznia na kolejny etap edukacyjny, oraz o likwidacji rankingów szkół.
Tu wpis o petycji:
https://www.facebook.com/groups/2009000565845242/permalink/2143081515770479/

Okazuje się, że średnia ocen jest niezbędna !!!, aby zagwarantować uczniowi zrównoważony rozwój bez zbędnego napięcia i presji.
Według MEN likwidacja średniej ocen, pogoń za tzw czerwonym paskiem, ograniczy rozwój ucznia!!!
Według MEN rozwój ucznia jedynie w przedmiotach zbliżonych do jego pasji jest po prostu szkodliwy.
Ciekawe jest to, że uzyskiwanie najwyższych wyników w nauce nie jest tożsame dla MEN z gonitwą za wysoką średnią ocen.
Ostatnie zagadnienie, czyli prośba o ustanowienie zakazu publikowania rankingów, zostało błędnie zrozumiane i odpowiedź jest wymijająca.
Taka typowa wymiana zdań z urzędnikami.

Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

20 marca 2019

Kryteria oceny

Kryteria oceny.
Mamy spawacza, kładzie piękną spoinę, może być mrukiem, może kląć, ale spoiny są rewelacyjne.
Mamy piekarza, jego chleb kupują chętnie setki ludzi, jest polecany, pracuje już w małym zespole, więc nie może zrażać do siebie choć tych kilku osób, dba o jakość wypieku.
Mamy fryzjera, który strzygł i farbował włosy klienta. Zadowolonego klienta, który później wraca.
Mamy lekarza, stawia świetne diagnozy, jest empatyczny, miły w obyciu, ludzie sobie go polecają.
Mamy stróża, który wystarczy, że nie będzie spał, a wykona dobrze swoją pracę.

Mamy nauczyciela. Świetnie uczy, ale co znaczy świetnie uczy? Ma świetne wyczucie potrzeb uczniów, ale czym te potrzeby uczniów są? Jest miły. Ale czy musi być miły, czy wyłącznie skuteczny. A co znaczy bycie skutecznym?

Jak ocenić pracę nauczyciela?
Jakie zastosować kryteria?
Czy kryteria lokalne, bliskie czasowo? Czy też kryteria rozległe, odległe czasowo?
Spoinę można ocenić teraz, chleb posmakować teraz, nawet wyzdrowieć można w kilka dni lub tygodni. A uczeń osiągnie swój sukces za 10-20 lat. Może już wtedy nauczyciel nie będzie pracować i może być już na emeryturze.

Ale pensje nauczyciel otrzymuje co miesiąc jak każdy, to taki ekwiwalent oceny.
Czy w ogóle jest możliwa ocena nauczyciela?
Taka ocena, która motywowałaby go do lepszej pracy, albo ostrzegała go przez brnięciem w drogę pełną błędów.

Czy taka ocena powinna być wystawiana w cyklu miesięcznym, półroczny, rocznym?
I czy powinien ją wystawiać jedynie dyrektor szkoły, czy też rada pedagogiczna, czy też rada szkoły, w której byliby przedstawiciele uczniów i rodziców? A może ocenę powinni wystawiać wyłącznie uczniowie? A może także absolwenci, którzy już opuścili szkołę i patrzą na nią z perspektywy swoich obecnych doświadczeń.

Jakie powinny być kryteria oceny nauczyciela?


Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

14 marca 2019

Wojny edukacyjne

Czym się różni system edukacyjny od systemu religijnego?
Gdy się zastanowimy nad tym pytaniem, to tu na grupie pojawia się problem religijny.
Mamy konflikt jednych wyznawców z innymi wyznawcami.
Chcemy nawracać innowierców edukacyjnych.
Czasami w niektórych komentarzach czytamy, że Szkoła Minimalna także szerzy nowe dogmaty religijne, że tworzy nowe zręby wiary edukacyjnej.
Że nawołujemy do krucjaty przeciwko innowiercom.

Jest to jednak błędne zrozumienie istoty Szkoły Minimalnej.
Minimalizm tej idei to dla mnie ateizm edukacyjny.

Religiant często nazywa ateizm wiarą.
A niewiara to nie wiara, jak i minimalna nieedukacja to nie edukacja.
To wolna przestrzeń, swoboda wyboru dostosowana do indywidualnych potrzeb. To zauważenie autonomii ucznia, uznania go za podmiot i naszego partnera. Partnera którego nie hodujemy, tresujemy, indoktrynujemy, a pozwalamy mu na swobodny rozwój zgodnie z jego wewnętrznym potencjałem.

To wtedy nie jest nowa religia edukacyjna.
To jedynie minimalne ramy społeczne, abyśmy się w tej różnorodności edukacyjnych religii nie pozagryzali.
Dlatego wszelkie drogi edukacyjne są odpowiednie, a Szkoła Minimalna jest jedynie przestrzenią na te różnorodne systemy, a nie jest systemem samym w sobie. Nie chcemy jednej słusznej doktryny, a sytuacji kiedy przeciwstawne doktryny podzielą się przestrzenią i nie będą nikogo nawracać.
Oczywiście edukacyjnie.


Marcin Stiburski - Szkoła Minimalna

13 marca 2019

Król jest nagi

Dziękuję i Zalewskiej i jej mocodawcom.
Dziękuję za doprowadzenie polskiej edukacji do krawędzi.
Gdyby nie te zabiegi, w dalszym ciągu nie mielibyśmy odwagi powiedzieć, że jest źle, ale też że dotychczas także było źle. Nie powstawały by grupy ludzi chcących poprawy systemu edukacyjnego.

Dzięki temu zamieszaniu okazało się, że cały system edukacji to taki „KRÓL JEST NAGI”.
Obecnie słychać krzyki Deforma!
A kiedy jej nie było? Deforma była od wielu lat.

Obudziło to teraz nauczycieli.
Teraz chcą strajkować.
Chciałbym, aby obudziło też rodziców i uczniów.
Abyśmy wszyscy razem wykrzyczeli: „KRÓL JEST NAGI!”.

Wtedy razem zburzymy Bastylię. Bez Bastylii można żyć.
Swobodnie wyobrażam sobie brak Ministerstwa Edukacji Narodowej, brak kuratoriów oświaty.
Pozostała by jedynie Centralna Komisja Egzaminacyjna, oczywiście w bardzo okrojonym składzie potrzebna dla organizacji matur jako egzaminu zewnętrznego, oraz bon edukacyjny w ręku rodzica.

Dzięki temu powstałyby szkoły o pełnej autonomii, zatrudniające kogo chcą i jak chcą. Nie byłoby obowiązkowych programów nauczania, zatwierdzanych podręczników nauczania, wizytacji, hospitacji. A celem edukacji byłaby matura powszechna, dla wszystkich, nawet tych po zawodówkach i szkołach branżowych. A państwo za pomocą bonu edukacyjnego finansowałoby jedynie 12 lat dowolnej edukacji zwieńczonej maturą. Maturą, której nie da się nie zdać, która byłaby jedynie podsumowaniem zdobytej przez 12 lat wiedzy i umiejętności.

9 marca 2019

Samoobsługa

Dzisiaj przeprowadziłem kolejny swój dziwny sprawdzian.
Jak wiecie próbuję nadwyrężyć obecny system edukacyjny, próbując go rozhuśtać od środka.
Robię to bez obawy, że mnie wyrzucą z pracy. Wręcz do tego prowokuję.
Sprawdzian zrobiony w trzech różnych klasach.
Przed sprawdzianem powiedziałem, że muszą przynieść kartki A3. Klasy siódme i ósme.

Treść sprawdzianu.
Tytuł działu.
Instrukcja:
Sprawdzian trwa dwie godziny lekcyjne na dwóch kolejnych lekcjach przedmiotu według planu.
Dzielą się samodzielnie na grupy 3-4 osobowe.
Mogą korzystać z podręczników, zeszytów i swoich telefonów.
Grupa sama wymyśla 10 pytań, zagadnień z podanego działu.
Grupa sama udziela na te pytania odpowiedzi, konsultując się ze sobą.
Grupa każde zadanie musi zilustrować.
NAJTRUDNIEJSZE:
Grupa określa między sobą procentowy wkład w wykonanie zadania.
Grupa wystawia poszczególnym członkom ocenę za wykonanie pracy.
Każdy z członków pisze do swojego rodzica list opisujący, pracę na sprawdzianie.
Oczywiście to list bez obowiązku dostarczenia go rodzicom.

Obserwacja
Podział na grupy jest dość dynamiczny, kto z kim, kto nie. W jednej klasie pozostała jedna osoba, którą sam przydzieliłem do mniejszej grupy. Posłuchali.
Dyskusja jak zrobić, co narysować, co wybrać. Przeważnie odpowiadam, że niech sami decydują.
Przypominam, że najwięcej się uczy człowiek gdy tłumaczy innemu.
Jedni wyszukują informacji z podręcznika inni szukają w necie. Dyskutują co lepiej wybrać, co lepiej narysować. Jest trochę gwarno, ale widać, że im to nie przeszkadza.
Pojawiają się liderzy, pojawiają się pracownicy, pojawiają się przytuleni leserzy. Ciekawi mnie przyszły podział wkładu pracy.
O dziwo kartka grupowa się zapełnia, pojawiają się kartki notatki.
Naprawdę niektórzy przepięknie ilustrują.
Niektórzy pytają czy może być brzydki rysunek. Odpowiadam że sami się ocenią, więc każdy będzie wiedział co zaprezentował.
Pytają czy będą mogli wystawić sobie szóstki. Odpowiadam jak wyżej. Jeżeli uznacie to za swoją ocenę to jak najbardziej szóstki będą się wam należały.
O dziwo są zaprzątnięci swoją pracą w swoich grupach. Obserwując, widzę grupy dyskutujących ze sobą osób. Jedne robią to skrupulatnie, inne z rozmachem.
Gdy niektórzy podchodzą do mnie i pytają czy takie zadanie może być, odpowiadam że nie wiem. Przecież nie ja je wymyślam. Jedyny warunek to to, aby zadanie dotyczyło działu.
Drugi dzień sprawdzianu, dokończenie pracy. Ciekawe że na trzy klasy dwie grupy zapomniały swojej pracy z poprzedniej lekcji. Grupa rozlicza zapominalskiego, pretensje, negocjacje, Pytania co dalej robić. Obserwuję, mówię że dzisiaj muszą oddać pracę. Nagle inwencja staranie, organizacja kartki A3, przyspieszone tempo prac.
Koniec prac, najciekawsza dla mnie chwila. Obserwuję negocjacje kto jaki miał udział procentowy w pracach. Jedne grupy dzielą się równo udziałem, inne oceniają się bardzo krytycznie.
Przypominam, że podział procentowy nie ma wpływu na ocenę.
Większość wystawia sobie oceny szóstki, ale są też grupy gdzie pojawiają się i szóstki i piątki, a także w jednej grupie czwórki.
Mimo, że mogli siebie ocenić samodzielnie jak chcieli, są krytyczni wobec włożonej przez siebie pracy. Mimo, że cały czas mówię, że nie mają dla mnie znaczenia oceny, stawiają sobie także oceny niższe.
Aż mnie kusi aby podwyższyć oceny zaniżone przez uczniów.
Opinię o pracy ucznia wyrażoną przez nauczyciela (ucznia) do swoich rodziców, mają napisać w domu.
Inwencja, pomysłowość, współpraca, wzajemna ocena, krytycyzm. Ile się z tego nauczyli? Czy utrwalili informacje z jednego z działów fizyki?
Nie wiem.
Wiem jedno. Pracowali z zaangażowaniem, w skupieniu, które rzadko jest widziane w klasach podczas standardowych lekcji okraszonych monologiem nauczyciela

7 marca 2019

Napiwek

Jaka praca taka płaca.
Wychodząc od fryzjera wystawiamy mu ocenę, wychodząc od mechanika wystawiamy mu ocenę, wychodząc z restauracji wystawiamy ocenę. I ta ocena przekłada się na liczbę przyszłych klientów. Czasami dajemy także napiwek, wyrażając swoje zadowolenie z wykonanej usługi.
Ale niech no usługodawca nas źle potraktuje, niech nam coś zepsuje…

Ponoć klient zadowolony poleci usługę 10 kolejnym, ale niezadowolony zniechęci aż 100.

Co by się stało z rynkiem nauczycieli, gdyby każdy absolwent musiał przed odebraniem świadectwa i wypełnieniem obiegówki ocenić swoich byłych już nauczycieli?
Co by się stało gdyby od takiej oceny zależała pensja nauczyciela w kolejnym roku szkolnym?
Oczywiście można jak w ocenie skoków narciarskich nie uwzględniać skrajnych ocen.
Można też wprowadzić jakieś wagi w stosunku do ocen zeszłorocznych, aby uniknąć tąpnięcia wyników.

Czy jako nauczyciele wystawilibyśmy się na ocenę naszych klientów, czyli naszych uczniów?
Czy podjęlibyśmy to ryzyko, z którym zmaga się codziennie każdy fryzjer, czy kelner?
Czy gdyby obecna proponowana podwyżka w wysokości 1000zł lub nawet 2000zł w całości zależałaby od oceny uczniów, czy to zmieniłoby charakter naszego zawodu?

Przyznajmy się szczerze, ale tzw egzaminy na kolejne stopnie awansu to tzw malowanie trawy na zielono lub grabienie morza. To cyrk, w którym z konieczności uczestniczymy.
Ale ten cyrk nie ma kompletnie nic z oceny naszej realnej codziennej pracy, z naszymi klientami, czyli naszymi uczniami.

Dajmy naszym uczniom prawo dawania nam napiwków.

1 marca 2019

Dzielność morska-życiowa


Poniższy wpis może się wydawać totalnie oderwany od szkolnictwa, ale mam nadzieję że uchwycicie istotę myśli.
Interesuję się morskim żeglarstwem plażowym, które jest powiązane z polinezyjskimi łódkami typu proa. Proa to bardzo dziwna łódź. Niby powiązana a nie skręcana, niby słaba, niby nietrwała, a łodzie tego typu uczestniczyły w kolonizacji Pacyfiku. I nie mówimy tu o przepłynięciu Bałtyku, czy Morza Śródziemnego. Bo to jeziora w porównaniu do odległości jakie mieli do pokonania Polinezyjczycy. Łódka do żeglugi po Pacyfiku musiała być sprawdzona, dzielna, przewidywalna.
Tematem dzielności zainteresował się Czesław Marchaj, polski ekspert w dziedzinie aero- i hydrodynamiki oraz teorii żeglowania.
Napisał książkę „Dzielność morska”, w której wytłumaczył dlaczego polinezyjskie proa jest tak dzielną i skuteczną łodzią.

Mowa o ewolucyjnym doborze naturalnym łodzi.
Było kiedyś dwóch budowniczych łodzi. Wybudowali dwie łódki i tymi dwoma łódkami wypłynęli na ocean. Była burza i jeden zginął. Przeżył ten na dzielniejszej łódce. Wrócił i znalazł naśladowców budujących kolejne pokolenie łódek. Z kolejnego pokolenia budowniczych było znów dwóch, którzy wybudowali dwie łódki i wypłynęli na ocean. I znów jeden przeżył w dzielniejszej łódce.
Po kilkunastu, kilkudziesięciu generacjach łódka staje się coraz bardziej dzielna, spełniająca wymogi ideału.

Jak coś działa to rób tego więcej.

Przychodzą Europejczycy i nie rozumieją istoty łódki zaszytej w tej prostej konstrukcji.
W swym zadufaniu uznają, że mają lepsze rozwiązania.
Budują swoje mniej lub bardziej dzielne łódki.

Ale to nie koniec.
Gdy łódki służą przeżyciu na morzu, to dąży się do wytworzenia dzielności. Rybak chce przecież wrócić do domu, do rodziny.
Problem pojawia się gdy pojawiają się zawody i rywalizacja i ocena.
A z nią pojawia się problem klas żeglarskich porównujących wyniki.
I nagle okazuje się, że kolejne generacje łódek nie mają na celu uzyskanie dzielności i przeżycia na morzu, a jedynie dostosowanie do warunków klasy, aby wynik rywalizacji był korzystniejszy.

I łódki się deformują, zniekształcają jak mutujące stworzenia.
Są za szerokie, za płytko zanurzone, przeżaglowane, mają kadłuby przypominające żelazko.
I łódki takie wygrywają, ale w ściśle określonych warunkach.
Gdy pojawią się na morzu warunki sprzeczne z klasą jachtu, często dochodzi do tragedii.
Narzucone normy, czyli warunki klasowe, spowodowały deformację dzielnych dotychczas jednostek żaglowych. To mutanty, działające jedynie w ściśle określonych warunkach.

I tak jest z każdą dziedziną życia, kiedy to arbitralnie narzucamy jakieś normy. Dostosowujemy się do tych norm, bo chcemy uzyskać lepsze wyniki, ulegając rywalizacji.
I zapominamy, że wygrana w klasowej rywalizacji, nie ma nic wspólnego z dzielnością życiową.