czwartek, 10 października 2019

Zabawa w kotka i myszkę

Szkolna droga przez mękę, a może strategia.

Jeżeli uczniom nie trafi się fajny nauczyciel, może nawet nauczyciel roku, a szkoła nie ma aspiracji dołączenia do Budzącej się Szkoły, do Kreatywnej Pedagogiki, do dziesiątek innych nurtów, zmieniających szkoły, gdy mamy szkołę typowo pruską, z typowymi pruskimi nauczycielami, co wtedy zrobić, aby przeżyć?

Pozostaje jazda po krawędzi, dość cienkiej, ale gwarantującej dużo czasu dla własnej edukacji.

Własna edukacja jest tu kluczem.

Nie każdego stać wewnętrznie na zdecydowanie się na Edukację Domową i z jakiś względów pozostaje w systemie.

Skorzystajmy z kulturowych wzorów, takich jak Einstein, Jobs, Edison, którzy w szkole nie byli orłami, którzy to co zdobyli w życiu, nie zdobyli tego dzięki szkole, a WBREW niej.

Wymaga to od rodzica, spuszczenia balona próżności i pozwoleniu swojemu dziecku dostawać dwójki. Zostawiając dużo przestrzeni na własne zainteresowania.

Bo nie zawsze trafi się nauczyciel, który zadowoli próżność rodzica stawiając dobre oceny, a jednocześnie nie będzie batożył dzieci i sprawiał, że przed lekcjami będą obgryzać swoje paznokcie. Takie rzeczy zdarzają się rzadko lub są w bajkach. Rzeczywistość jest bardziej szara.

Także jaki można zawrzeć układ ze swoim dzieckiem.
Otóż od pierwszej klasy szkoły podstawowej do siódmej, można całkowicie pozwolić dziecku na otrzymywanie samych 2. Tak tylko oceny dopuszczające! Zachowanie dowolne, prócz nagannego.

Trzeba mieć do tego grubą skórę, bo „a co sąsiedzi lub ciocia powie?”.

W ósmej klasie niestety system nie działa na korzyść tej strategii.

W rekrutacji do szkół średnich uwzględnia się 100 punktów za egzamin zewnętrzny i resztę za lizusostwo szkolne. 17 punktów za każdą 6 z uwzględnianego w rekrutacji przedmiotu i 7 punktów za Świadectwo Z PASKIEM. W ósmej klasie można się przemóc i pozdobywać tych dobrych ocen, ale z założeniem, że to tylko strategia.

Komisje rekrutacyjne podliczą punkty jedynie z ósmej klasy i dostajemy się do liceum.

I tu znów wchodzimy w tryb 2 za wszystko.

Bardzo wygodny, zostawiający dużo przestrzeni na własne zainteresowania i własną drogę edukacyjną.

Liceum jest tak skonstruowane, że tu można do samej matury ciągnąć na samiutkich dwójkach.

Przepiękne.

Przystępujemy do matury i piszemy ją na maksa.

Szok dla szkoły, jak to 2-owy uczeń najlepszy w szkole.

Pamiętajmy, że w rekrutacji na polskie uczelnie nie liczy się nic prócz wyników z matury. Żadna dwójka z trzeciej klasy nie zaważy na wynikach.

Ta metoda jest trudna dla osób przejmujących się opinią zewnętrzną.

Ta metoda jest trudna dla osób nie potrafiących się samemu uczyć bez bata zewnętrznego.

Ale ta metoda zostawia bardzo dużo czasu dla siebie.

Więcej daje jedynie Edukacja Domowa.

Poproście więc nauczyciela na początku roku o wymagania przedmiotowe na ocenę 2 i zdeklarujcie, że jedynie nią chcecie dostać.

Pamiętajcie też o tym, że otrzymanie 2 nie znaczy, że nie umiem na 6 z przedmiotów, które są dla mnie ważne.

Otrzymanie 2 z przedmiotów, które są mi niepotrzebne uznaję za dar losu.

Stosowałem tę metodę w technikum, dostałem się na studia i dzisiaj nie ma dla mnie znaczenia co dostałem z historii w trzeciej klasie szkoły średniej.

Czasami, zdarzało mi się potknąć i pisząc sprawdzian, chcąc go napisać na 3 (w 80-tych latach), pomijałem pewne kwestie i gdy dużo tych informacji pominąłem i otrzymywałem ocenę niedostateczną. Cóż, takie koszty zabawy w kotka i myszkę z systemem.

EDIT:
Doklejam tu drugą strategię. która jest równie ważna dla zdrowia psychicznego naszych dzieci.
Otóż, aby mieć klasyfikację na kolejny rok nauki należy mieć co najmniej oceny dopuszczające z wszystkich przedmiotów, ale także 51% obecności na poszczególnych przedmiotach.

Także prócz zażądania od nauczyciela na początku roku szkolnego wymagań na ocenę 2, proszę usiąść z kalkulatorem i policzyć na ilu lekcjach z polskiego, matematyki, historii, fizyki, chemii, geografii moje dziecko NIE MUSI BYĆ (49%)

Może się wtedy okazać, że tydzień w tydzień dziecko „choruje” w czwartki i w piątki.
Ma wtedy ogromnie dużo czasu na własne zainteresowania.

Trzeba walczyć z systemem jego własną bronią.

Marcin Stiburski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz